Kanały informacyjne - RSS
05.02.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Sport 03.09.2010

"Ratowanie ludzi musi sprawiać satysfakcję"

Cezary Kalaga, instruktor Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego oraz prezes oddziału powiatowego WOPR, opowiedział nam o tajnikach ratownictwa. O tym, jak ważna jest to sfera dla każdego z nas, a także czym w swojej pracy kierują się ratownicy. Przedstawił statystyki dotyczące utonięć w ostatnich latach oraz podzielił się informacjami na temat nowo powstałego Miedwiańskiego Centrum Ratowniczego i trwającej od kilku lat akcji "Błękitny Patrol". Sam, jak przyznał w rozmowie, dąży do podwyższania swoich ratowniczych kwalifikacji. Wierzy, że liczba jego następców z roku na rok będzie rosła.
- Sezon letni za nami. Jak podsumuje Pan miesiące letnie na kąpieliskach w naszym województwie? Jak wyglądają w porównaniu z poprzednimi latami? Czy statystyki są niepokojące czy raczej optymistyczne?
- Raczej optymistyczne. Myślę, że duży wpływ na taki stan rzeczy mają akcje profilaktyczne czy prewencyjne prowadzone przez Wodne Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe w całym województwie zachodniopomorskim. Jeśli chodzi o lata poprzednie, liczba osób, które utonęły, przekraczała liczbę 60. Natomiast jeśli chodzi o dane z tego roku - są naprawdę optymistyczne. Do tej pory, od 1 stycznia, utonęło w naszym województwie tylko 41 osób.
- A jak przedstawiają się miesiące wakacyjne?
- Także nie najgorzej. W czerwcu utonęło 11 osób, w lipcu 13, a w sierpniu 5.
W ubiegłych latach te statystki były bardziej drastyczne.
- A jak to wyglądało na naszym miedwiańskim kąpielisku?
- U nas, w Stargardzie - niestety - także miał miejsce w tym roku jeden wypadek. Utonęła jedna osoba. Szczegółów nie znam, ponieważ jeszcze nie rozmawiałem o tym zdarzeniu, ale wiem, że chłopaki z Miedwiańskiego Centrum Ratowniczego próbowali swoich sił w tej akcji. Niestety nie udało się uratować tej osoby.
- Co jest główną przyczyną utonięć?
- Większość z tych osób, która utonęła, była pod wpływem alkoholu. To jest swoista przestroga dla tych, którzy po wypiciu "głębszego" chcą się udać do wody. Woda - jak wiemy - weryfikuje nasze umiejętności i nawet jeśli komuś wydaje się, że jest
w wodzie Batmanem czy Supermenem, w walce z wodą może być bezradny.
- Dużo mówi się też, że ludzie bardzo często wybierają plaże niestrzeżone.
- Owszem, bardzo dużo ludzi, którzy na przykład mają zwierzęta, chodzi na plaże niestrzeżone. Ja zawsze będę się jednak upierał przy tym, by czas wolny spędzać z rodziną zawsze na plaży strzeżonej. W życiu - jak wiemy - różnie bywa.
- W naszej rozmowie przewinęła się nazwa Miedwiańskie Centrum Ratownicze. Czym właściwie ono jest?
- Miedwiańskie Centrum Ratownicze to "instytucja", która - jak sama nazwa mówi - służy pomocą innym. Powstała w tym roku. Na razie działa weekendowo, od piątku do poniedziałku, ale za to bardzo intensywnie. Są robione patrole wzdłuż linii brzegowej, są patrole motorówką, którą posiada straż pożarna.
- Skąd pomysł o stworzeniu takiego Centrum?
- MCR to pomysł, który wyszedł z gminy Kobylanka. Ja jeszcze przed wakacjami byłem na spotkaniu z wójtem tej gminy i komendantem ochotniczej straży pożarnej w Kobylance i tam co nieco o tym Centrum usłyszałem. Ma ono bezpośrednią łączność z Centrum Koordynacji Ratownictwa w Sopocie i Centrem Koordynacji Ratownictwa Wodnego w Szczecinie. Kilka dni temu rozmawiałem z koordynatorem CKRW w Szczecinie, który bardzo sobie chwalił współpracę z Miedwiańskim Centrum Ratowniczym. Myślę, że to wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jezioro Miedwie jest piątym jeziorem co do wielkości, ma w sobie naprawdę ogromne pokłady i myślę, że na tej niwie możemy bardzo dużo zdziałać. W tym roku co prawda jezioro zostało w połowie wakacji zamknięte, ale miejmy nadzieję, że w przyszłych latach będzie zupełnie inaczej i ludzie, turyści będą mogli korzystać z uroków tego pięknego jeziora.
- Czy ratownicy z Miedwiańskiego Centrum ratowniczego działają na miejscu czy są gdzieś wysyłani?
- MCR skupia się jak na razie jedynie nad jeziorem Miedwie, gdyż pracujący tam ludzie muszą nabyć pewne uprawnienia.
- Jakie?
- Na kąpieliskach gestorzy poszukują zawodowców, czyli osób, które mają uprawnienia ratownika wodnego - pływalni, śródlądowego lub morskiego. Oprócz tego, każdy ratownik, który chce być zawodowcem, musi mieć ukończony kurs kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP). Jeśli ktoś nie będzie wiedział, co to jest tlenoterapia czynna, tlenoterapia bierna, kiedy ją podać, czy którą z nich zastosować, nie może siebie uważać za zawodowca.
- Gdy już dana osoba nabędzie takie uprawnienia, co wtedy?
- Jeśli je zrobi, będzie miała motorówkę i przyczepę - będzie miała pełną gotowość bojową. Na przykład, jeśli coś się wydarzy na drodze w Zieleniewie, pracownicy CKRW w Szczecinie czy Sopocie informację o takim wypadku także otrzymają. I wtedy powiedzą, czy są w stanie i w jakim czasie się zorganizować, by przyjechać na miejsce i udzielić pierwszej pomocy. Teraz ginie tylu ludzi, także na drogach, że każda dodatkowa osoba, która będzie potrafiła udzielić pierwszej pomocy, będzie bardzo potrzebna.
- Czy ratownicy z MCR działają tylko w wakacje czy przez cały rok?
- Na razie tylko w okresie wakacyjnym. Tak jak wcześniej wspomniałem, są to tylko dni weekendowe. Są jednak zakusy, by Centrum działało cały tydzień. Wiąże się to jednak z dużymi finansami. Trzeba będzie opłacić człowieka, który w tym Centrum będzie siedział, odbierał telefony, rozgospodarowywał ratowników, którzy będą musieli udawać się na akcje. Fajne jest to, że to Centrum Miedwiańskie ma stałą i bezpośrednią łączność z ratownikami, którzy pracują na kąpielisku śródlądowym w Zieleniewie. Także, jeżeli coś się dzieje, wtedy nie ma problemu z uzyskaniem dodatkowej pomocy czy wsparcia.
- W Stargardzie prowadzone są także akcje pn. "Błękitny Patrol", mające na celu rozpowszechnienie wiedzy o ratownictwie wodnym, pierwszej pomocy przedlekarskiej, czy opanowanie zasad wzywania pomocy. Wiem, że w ofercie "Patrolu" pojawiła się nowość.
- Zgadza się. Do tej pory - w I i II edycji - w akcji uczestniczyły gimnazja, w III włączyliśmy w to szkoły podstawowe, a od tego roku zasięgiem obejmiemy także licealistów.
- Ile szkół brało udział w projekcie?
- Jeśli chodzi o szkoły podstawowe, na razie tylko dwie. Chcieliśmy zobaczyć, w jaki sposób dzieci z podstawówki, a ściślej szóstoklasiści, potrafią bawić się ratownictwem i pierwszą pomocą. Nie ukrywam, że nauka poprzez zabawę zostawia w głowach dzieci i młodzieży najwięcej. Do tej pory, w ciągu kilku ostatnich lat, przeszkoliliśmy ponad 2 tysiące osób.
- Nie ma problemu z dyscypliną?
- Raczej nie. Co prawda w gimnazjach bywało różnie, ale w podstawówce - muszę powiedzieć - byliśmy mocno zaskoczeni zaangażowaniem dzieci. Wiadomo, że jest to bardzo ważny dla każdego z nas temat. Ja zawsze powtarzam gimnazjalistom, że nie daj Boże kogoś z nich lub ich bliskich spotka jakieś nieszczęście, wówczas ich pomoc może okazać się nieprzeceniona. Zawsze opowiadam młodzieży historię moją i mojego dziadka, którego ratowałem kilkanaście lat temu. Niestety, nie udało mi się go uratować, gdyż był to rozległy zawał, ale po opowiedzeniu tej historii, w salach zawsze zapada grobowa cisza. Do młodzieży dociera to, że kiedyś takie zdarzenie może także ich dotknąć.
- Do których liceów "Błękitny Patrol" w tym roku dotrze?
- Mamy zamiar przeszkolić dwa licea w Stargardzie, jednak więcej nie mogę powiedzieć. Chciałbym, żeby to też wyszło od dyrektorów szkół. Na samym początku było tak, że ja walczyłem o to, by wejść do szkoły. Dyrektorzy i nauczyciele nie wiedzieli, kim jesteśmy, co będziemy robić, w jaki sposób będziemy naszą akcję realizować. Dzisiaj wystarczy, że wyślę listy do dyrektorów szkół i tam już dobrze wiedzą o co chodzi. Ja wówczas umawiam się tylko
z koordynatorem z danej szkoły na konkretny termin, konkretną godzinę i na to, jaką salę potrzebujemy. Reszta jest już załatwiana wewnątrz szkoły.
- Czy ratownicy, którzy szkolą innych otrzymują z tego tytułu jakieś wynagrodzenie?
- Jeśli chodzi o akcję "Błękitny Patrol" jest to akcja społeczna. Ja idąc z ratownikami, którzy i tak bardzo chętnie uczestniczą w tych akcjach, wysyłam do ich dyrektorów szkół listy pochwalne, które stanowią dla nich pewien prestiż.
- W akcji biorą udział wszyscy uczniowie czy tylko wybrani?
- Gdyby brali udział wszyscy uczniowie, to niestety musielibyśmy wygospodarować dużo więcej czasu. W związku z tym zawsze jest taka propozycja do koordynatora szkolnego, żeby z każdej klasy były po dwa zespoły, czyli około 10 osób. Jeśli jest klas sześć, siedem czy osiem, pomnóżmy to razy 10 i uzbiera się okrągła sumka. Ze wszystkich szkół łącznie w tamtym roku przeszkoliliśmy ponad 450 uczniów. Uważam, że ta ostatnia edycja była najlepszą spośród wszystkich w tych ostatnich latach. "Błękitny Patrol" jest naprawdę fajnym projektem, który się sprawdził. Uważam, że był on skazany na powodzenie ze względu na to, że pierwsza pomoc i ratownictwo to tematy, które są obecnie na topie.
- Ile osób przeszkolicie w tym roku?
- Mam nadzieję, że o wiele więcej. Jeśli chodzi o same licea, chcemy przeszkolić około 200 uczniów. I z tych 200 osób wybrać tych najlepszych, przeszkolić ich z zakresu młodszego ratownika WOPR, a oni - w zamian za naszą pracę i wkład finansowy - staną się wolontariuszami "Błękitnego Patrolu". Wówczas będą nam pomagać prowadzić tę akcję w szkołach podstawowych i gimnazjach. Chcemy poprzez takie działania propagować - tak jak w domach dziecka czy innych instytucjach - ideę wolontariatu wśród młodzieży. Mam nadzieję, że w tym roku nam się to uda i zagospodarujemy należycie te pieniążki, które otrzymamy.
- Pieniądze przydadzą się wam także na inne cele. Wiem, że jeśli chodzi o wyposażenie, które posiadacie, nie jest najbogatsze.
- Tak, ale mam nadzieję, że niebawem to się zmieni. My tak naprawdę nie mamy w Stargardzie swojej bazy nad Miedwiem, nie mamy swojego sprzętu - łódek, motorówek itd. Jednakże muszę powiedzieć, że tak mocno poszliśmy do przodu jeśli chodzi
o profilaktykę, że być może w przyszłym roku - nie chciałbym też zapeszać - nad Miedwiem pojawi się prawdziwa łódka ratownicza. Dzięki lepiej wyposażonej bazie będziemy też inaczej postrzegani w środowisku. Bo tak naprawdę kiedy ktoś się mnie pyta, co wy macie, mówię: trzy fantomy do szkolenia i na tym się kończy.
- Ratownictwem zajmuje się Pan od dobrych kilku lat. Jakiś osobisty cel na przyszłość?
- Dążą do tego, by ci młodzi ludzie, których szkolę, powoli przejmowali pałeczkę. Moja idea od początku działalności, czyli od roku 2000-2001, skupiała się na tym, by stworzyć taką grupę, w której dookoła byłaby młodzież. Muszę powiedzieć, że na dzień dzisiejszy - jak tylko jest hasło "Błękitny Patrol" - nie ma problemu z zebraniem chętnych do realizacji tego projektu. Kiedyś, jak zaczynaliśmy, były tylko 3-4 osoby. Dziś tych osób jest 11-12. Każdy ubrany tak samo, wszyscy mają jednolite koszulki. Cieszę się, że młodzież chce się uczyć, że uważają mnie za swojego wujka, dobrego trenera. Moim celem jest teraz, by stanąć z boku i patrzeć, jak ci młodzi ludzie się rozwijają, jak dążą do tego, by kiedyś zająć moje miejsce i miejsce pana Troszczyńskiego, który był
w Stargardzie uważany za ratowniczego mentora. Wydaje mi się, że cel, który sobie założyłem, powoli zaczynam osiągać.
- Wiem, że stara się pan uzyskać stopień instruktora-wykładowcy.
- Takie są zakusy. Ale aby takim zostać, trzeba ukończyć trzy staże. Ja mam ukończone dwa - na starszego ratownika
i młodszego instruktora. Tak jak kiedyś byłem uczestnikiem takich kursów, tak dzisiaj - jak podczas zgrupowania pod koniec czerwca - szkoliłem poszczególne osoby na starszych ratowników i tych, którzy stopień starszego ratownika także chcieli sobie podwyższyć. I w tym roku albo za dwa lata zarząd główny wybierze spośród sześciu osób dwie lub trzy najlepsze, które będą mogły zdobyć uprawnienia na instruktora. Nieoficjalnie wiem, ze z kolegą ze Świnoujścia i koleżanką z Warszawy rzuciliśmy się w oczy i  pozytywnie się zaprezentowaliśmy. Jeżeli jednak zdołam już ukończyć ten staż, od razu uprawnień nie zdobędę. Trzeba też znacząco się udzielać, jeździć na sympozja, konferencje, pisać publikacje. Kapituła, która będzie przyznawała tytuł wykładowcy, musi być w pełni przekonana do danej osoby.
- Jest w Stargardzie osoba, która taki tytuł posiada?
- W Stargardzie nie ma takiej osoby i nigdy nie było. Także to też jest dla mnie pewne wyzwanie. Wierzę i mam takie aspiracje, by ten tytuł uzyskać, choćby dlatego, że jest to druga dziedzina - oprócz pływania - na której się znam, która kocham i bez której nie wyobrażam sobie życia.
- Mówimy o wyższych stopniach. A czym właściwie zachęcilibyście nowe osoby, które rozważałyby pójście na kurs ratownika?
- Ja zawsze powtarzam jedną rzecz: przychodząc do nas na kurs młodszego ratownika i zdobywając uprawniania, młode osoby mają ogromne pole do popisu. Jest to dla nich też przełamanie pewnej bariery i jednocześnie klucz do stawiania sobie wyżej poprzeczki. Takie osoby na pewno się nie nudzą, ponieważ mogą pracować u nas na pływalni, robić staż asystenta, mają również szansę wyjechać nad morze. Tam z kolei - jak wiemy - młodzi ludzie nabywają największych umiejętności.
- Czy były wśród kursantów były takie osoby, które się nie sprawdziły. Które powiedziały: nie nadaję się do tego, rezygnuję.
- Były. Jednak  w przeciągu tych czterech lat, kiedy szkolę, niewiele. Najczęściej były to osoby, które sobie nie radziły, przeceniały swoje umiejętności. Często w trakcie kursu okazywało się, że to nie jest jednak to, co je interesuje. Na dzień dzisiejszy młodszym ratownikiem może zostać 12-latek. Są to co prawda bardzo młode osoby, ale to dobrze. U takiej osoby, której do pełnoletniości brakuje sześć lat, można wpoić pewne cechy, wzory zachowania. Ja zawsze powtarzam: ratownictwo to nie jest dziedzina, z której można żyć, to jest coś, co sprawia nam przyjemność. Jeśli ktokolwiek z ratownictwa nie czerpie satysfakcji, trudno wierzyć, by był dobrym ratownikiem.
- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał (StS)

"Ratowanie ludzi musi sprawiać satysfakcję"
Opinie czytelników

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj pierwszy komentarz! Redakcja