
Kultura/Rozrywka 06.09.2011
Gwiazda muzyki gospel w Stargardzie
W minioną niedzielę o godz. 19 w Kościele Świętego Ducha w Stargardzie odbył się finał warsztatów muzyki gospel, które trwały w dniach 25-28 sierpnia. Publiczność bawiła się wspólnie z występującymi, a muzycy szaleli na swoich instrumentach.
Wszystko zaczęło się cztery dni przed niedzielnym finałem. Warsztaty muzyki gospel trwały już od godziny 10, a kończyły niemal wieczorem. Dzień w dzień młodzi adepci pieśni religijnych zbierali się, by pod okiem niesamowicie charyzmatycznego i pełnego energii Briana Fentressa ćwiczyć swoje wokalne umiejętności. Dla wielu z nich nie był to bowiem pierwszy występ. Znalazły się nawet osoby z dziesięcioletnim "stażem", które już od dekady biorą udział w podobnych przedsięwzięciach.
Radosny nauczyciel
Brian Fentress, który w tym roku powziął się uczenia młodych i utalentowanych Polaków, zachwycił wszystkich. Na twarzach uczestników warsztatów co chwilę pojawiał się uśmiech. Fentress, pochodzący ze Stanów Zjednoczonych, obecnie mieszkający w Poznaniu, potrafił sprawić, że młodzi wokaliści już od rana - przez wszystkie cztery dni - pałali energią i wspólnie uczyli się śpiewu.
- Brian zachwycił nas od pierwszej chwili, w której go zobaczyliśmy - mówi Maria Pyra, dyrygentka Cantore Gospel. - Rok temu byliśmy na festiwalu muzyki gospel, który odbywał się w Osieku. Brian był tam jurorem i od pierwszego momentu zdobył naszą sympatię. Chcieliśmy podjąć z nim współpracę, a on się zgodził.
Wspólnie z Fentressem już od pierwszego dnia chórzystów przygotowywał także Rafał Rudawski. Zazwyczaj z amerykańskim wokalistą na klawiszach występuje Jacek Konieczny. Tym razem, z powodów osobistych, nie mógł pojawić się w Stargardzie. Zastąpił go właśnie Rudawski. Amerykanin często zmieniał melodię i rytm, dawał wskazówki swojemu nowemu koledze. Rafał okazał się pilnym uczniem, w samym finale pokazał, czym jest dobra muzyka. Obaj doskonale się bawili. Pozostali muzycy, którzy dołączyli do tego jakże zacnego grona, to basista Kamil Żuchowski oraz perkusista Arek Gawroński.
Alty, soprany i tenory w roli głównej
To już trzecie warsztaty w Stargardzie tego lata na tak dużą skalę. Wcześniej mieliśmy okazję przyjrzeć się występom uczestników warsztatów piosenki artystycznej oraz warsztatów teatralnych. I choć każde z nich cieszyły się zainteresowaniem, to właśnie niedzielny występ wywołał najwięcej emocji. Muzyka gospel to niezwykle oryginalny i niecodzienny gatunek. Daje wszystkim radość, zaraża swą pozytywną energią. W trakcie finału Brian zachęcał publiczność do wspólnego śpiewania, klaskania i tańczenia, a ona z chęcią podejmowała wyzwanie. Widać było jedynie pozytywne reakcje, a w trakcie blisko dwugodzinnego występu nie było momentu, by publiczność się nudziła. Brian tak przygotował swych podopiecznych, by ci - w trakcie śpiewu - dzielili się swoją radością ze wszystkimi zgromadzonymi. I choć kościół nie pękał w szwach, przyszło sporo zainteresowanych.
W trakcie trwania warsztatów Brian Fentress nie tylko starał się nauczyć chórzystów śpiewania do rytmu. Jako jedną z pierwszych rzeczy, które zrobił, było podzielenie chórzystów na głosy - soprany, alty i tenory. W ten sposób późniejsze wystąpienie w stargardzkim kościele stało się efektowne i nic nie było dziełem przypadku. Każdy miał swoją "rolę", którą sumiennie wykonywał. Jednakże nie to okazało się najważniejszym celem, który postawił sobie Amerykanin. Chodziło mu przede wszystkim o wytłumaczenie uczestnikom warsztatów sensu każdej piosenki. Przy pomocy jednej z chórzystek przekazywał swoje myśli i przesłania. Pod koniec drugiego dnia przemawiał przez ponad pół godziny, opowiadając o swojej relacji z Bogiem i przyczynie zajmowania się właśnie tym rodzajem muzyki.
- Po pierwsze, Bóg ocalił moje życie - mówił Brian. - Ocalił moją duszę od piekła. Po drugie, Bóg jest tak dobry, że nie mógłbym zatrzymywać Go i jego miłości jedynie dla siebie. Muszę się nią dzielić z innymi, a gospel daje mi tę możliwość.
Gospel dla niewierzących
Wydawać by się mogło, że gospel jest jedynie dla ludzi mocno wierzących. Słowa, które są treścią każdej z pieśni, niosą ze sobą przesłanie, mówią o tym, jak niezwykły jest Bóg. Jednakże każdy może zajmować się tą muzyką. - W moim chórze są dwie osoby, które są niewierzące - mówi Maria Pyra. - A jednak wciąż przychodzą i śpiewają pieśni ku czci Boga.
- Osób, które zgłosiły się indywidualnie, było tylko kilka. Wśród chórzystów znalazło się kilka grup wokalnych - Grappa Gospel Family, Boże Światełko, grupa z domu kultury w Płotach, grupa ze Szczecina z parafii pod wezwaniem Ducha Świętego, osoby indywidualne i, oczywiście, stargardzki Cantore Gospel, bez którego nie byłoby nas tutaj dzisiejszego wieczoru - mówił ksiądz Krzysztof, prowadzący wspólnie z Joanną Stefańską niedzielny koncert. Duchownemu nie zabrakło poczucia humoru. - Dobrze, że Maria Pyra drzwi nie wyrwała - żartował, widząc energicznie skaczącą dyrygentkę w trakcie jednej z pieśni.
Niemałym zaskoczeniem była pieśń pt. "Sweet Surrender", w której główną rolę odegrała Nailah Vitha, 10-letnia dziewczynka, pochodząca ze Stanów Zjednoczonych, obecnie mieszkająca w Polsce. Jej głos urzekł wszystkich obecnych w kościele, a w oczach niejednej osoby pojawiły się łzy wzruszenia. Wśród chórzystów znalazło się jeszcze kilka osób, wyróżnionych solowym występem. Jednakże wszyscy artyści wzbudzili szacunek stargardzian, czego dowodem był bis. Jedna z końcowych piosenek, bardzo dynamiczna i żywiołowa, zatytułowana "Since I laid my burdens down", porwała widownię dwukrotnie. Na sam koniec Brian Fentress, który przez całe dwie godziny szalał na scenie, dosłownie zakończył koncert w podskokach. Nie zabrakło żartów i swobodnych wypowiedzi.
- Zapraszamy wszystkich chętnych na przyszłoroczne warsztaty - mówiła Maria Pyra. - Za rok planujemy zorganizować VII edycję.
wks
Opinie czytelników




06-09-2011
Styl Fentressa jest zbyt awangardowy jak na mój gust (taki trochę rap-gospel). Poza tym dźwiękowca to "bym rozszarpał" - podczas koncertu finałowego w niedzielę dał popis braku nawet odrobiny profesjonalizmu :( To był chyba najgorszy finał warsztatów gospel jaki dotychczas widziałem. Jedyne co mogę powiedzieć na plus to scenariusz w połączeniu z konferansjerką oraz próba pokazania energii jaka tkwi w polskich pieśniach religijnych (ale tylko do momentu kiedy Brian nie zaczął zbyt mocno "kombinować" z aranżacją - w pewnym momencie zaczęło pachnieć "herezją" ;) ) ~