Kanały informacyjne - RSS
19.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Gospodarka/Polityka 30.09.2011

Druh Piechota i TW "Robert"

Jacek Piechota, który ubiega się o mandat senatora w naszym okręgu wyborczym z ramienia SLD, w oświadczeniu napisał, że nie współpracował z tajnymi służbami PRL. Tymczasem z dokumentów IPN wynika, że Piechota został zarejestrowany jako TW "Robert" w 1984 roku. "Dziennikowi Stargardzkiemu" udało się dotrzeć do Rafała Zommera i innych harcerzy, których TW "Robert" inwigilował w latach osiemdziesiątych, w ramach akcji SB pod kryptonimem "Rozłam".

W dzienniku rejestracyjnym, prowadzonym przez Wojewódzki Urząd Spraw Wewnętrznych w Szczecinie, wynika, że tajny współpracownik o pseudonimie "Robert" został zarejestrowany pod numerem 28853 w dniu 26.06 1984 roku. Jednostką rejestrującą był III Wydział Służby Bezpieczeństwa. Z kolei karta rejestracyjna, która zawiera szczegółowe informacje, wskazuje, że numer 28853 został nadany Jackowi Piechocie, synowi Bogumiła i Barbary, urodzonemu 28.04 1959 roku w Szczecinie.
Jak poinformował nas Waldemar Gorzycki z Państwowej Komisji Wyborczej w Szczecinie, Jacek Piechota (z ranienia SLD) w oświadczeniu lustracyjnym napisał, że nie był współpracownikiem SB. - Jedynie dwóch kandydatów do Parlamentu przyznało się do współpracy z tajnymi służbami PRL - mówi Waldemar Gorzycki. - Jest to pani Beata Radziszewska z SLD i pan Kazimierz Solarz z Polskiej Partii Pracy Sierpień 80.

Na listach
Macierewicza
i Milczanowskiego

Już w latach dziewięćdziesiątych do informacji publicznej docierały szczątkowe informacje na temat ewentualnej agenturalnej przeszłości Jacka Piechoty. Po raz pierwszy jego nazwisko, jako tajnego współpracownika SB, zostało ujawnione na liście Antoniego Macierewicza, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Jana Olszewskiego. Nazwisko Jacka Piechoty pojawia się również na liście agentów, sporządzonej przez Andrzeja Milczanowskiego, ministra spraw wewnętrznych w rządzie Hanny Suchockiej.
Wówczas jednak teczka Jacka Piechoty była pusta, tak jest zresztą do dziś. Jej zawartość została zniszczona. W karcie rejestracyjnej Piechoty czytamy: "Proszę wyprowadzić z ewidencji operacyjnej (…). Powyższe podyktowane jest pozycją zawodową i społeczną przez drugostronnie wymienionego. Teczki pracy i personalia zostały zniszczone we własnym zakresie".
Sytuacja zmieniła się z chwilą powstania Instytutu Pamięci Narodowej, który rozpoczął porządkowanie akt. Wielu działaczy opozycji antykomunistycznej zaczęło zwracać się do IPN o udostępnienie własnych akt. Jednym z nich był Rafał Zommer, drużynowy z hufca Szczecin nad Odrą. W jego aktach przewija się niezwykle często zarówno nazwisko Jacka Piechoty, jak i pseudonim TW "Robert".
- Służba Bezpieczeństwa niszczyła teczki swoich agentów pod koniec swojej działalności, jednak "wyczyszczenie" wszystkiego, co zawierały archiwa było bardzo trudne, często wręcz niemożliwe - mówi Marcin Stefaniak, dyrektor IPN w Szczecinie. - Można było zniszczyć teczkę agenta, ale informacje na temat jego działalności mogły zachować się w wielu innych miejscach. Na przykład w teczkach osób, na których donosił.

Kryptonim "Rozłam"

W styczniu 1989 roku kapitan Służby Bezpieczeństwa Paweł Piecewicz wnioskuje do swoich przełożonych o wszczęcie sprawy operacyjnej o kryptonimie "Rozłam". We wniosku czytamy: "W dniu 29.12.1988 od TW pseudonim "Robert" uzyskano informacje mówiące o tym, że bliżej personalnie nieznana grupa harcerzy byłego hufca Szczecin-Śródmieście i Szczecin nad Odrą neguje cele zawarte w statucie ZHP oraz metody działania i materialistycznego wychowania tej organizacji, podjęła decyzję o wystąpieniu z ZHP oraz przejściu do działania w ramach duszpasterstwa harcerskiego w oparciu o obiekty sakralne i pod duchowym przywództwem kleru".
Według Piecewicza, "powyższe wykazuje znamiona zagrożenia w postaci oddziaływania Kościoła rzymsko-katolickiego na chronione środowisko". Oficer SB wyznacza ogólne kierunki działania poprzez: "poszerzenie uzyskanej informacji, rozpoznanie składu grupy inicjatywnej z jednoczesnym uchwyceniem inspiratorów tych działań, wypracowanie płaszczyzny likwidacji zaistniałego zagrożenia".
W dokumentacji operacyjnej znajduje się również wykaz osobowych źródeł informacji (tajnych współpracowników SB) wykorzystywanych w sprawie: Robert - 28853, Waldemar - 30257, Ala - 38039.

Plan

5 stycznia kapitan Piecewicz kreśli odręcznie plan wstępnych czynności operacyjnych w sprawie sprawdzenia operacyjnego kryptonim "Rozłam". W ramach tych działań zamierza odbyć spotkanie z TW "Waldemar" oraz TW "Ala", którym zleci rozpoznanie składu osobowego grupy. Poza tym - w uzgodnieniu z TW "Robert" i TW "Waldemar" - zamierza rozpoznać możliwość podjęcia przez nich działań dyscyplinujących.
Specjalne zadanie kapitan Piecewicz przewidział dla TW "Robert": "Zlecić TW Robert zadanie do podjęcia starań o odbycie spotkania z władzami Kurii Biskupiej po uprzednim uzgodnieniu przez TW Robert tej sprawy z I sekretarzem KW PZPR".
W meldunku 67/89 oficera SB kpt. Piecewicza czytamy: "(…) W wyniku realizacji przez nas przedsięwzięć wynikających z potrzeb sprawy operacyjnego sprawdzenia kryptonim "Rozłam" podjęliśmy działania inspirujące wobec władz chorągwianych. W ich wyniku, w dniu 28.01.1989 r. Komendant Zachodnio-Pomorskiej Chorągwi ZHP dh Jacek Piechota, w porozumieniu z I Sekretarzem KW PZPR w Szczecinie Stanisławem Miśkiewiczem, odbył w siedzibie Kurii Biskupiej spotkanie z ks. biskupem pomocniczym Stanisławem Stefankiem. Tematykę spotkania stanowiła problematyka tworzenia harcerskich drużyn przykościelnych (…)". Jednocześnie biskup S. Stefanek stwierdził, że Kościół tradycyjnie będzie służył i będzie otwarty na potrzeby wiernych. Dlatego też księża nie będą interweniować w przypadku obecności w kościele, w trakcie mszy, indywidualnych osób w strojach organizacyjnych ZHP.

Pijany jak komendant

W rozmowie z "Dziennikiem Stargardzkim" Rafał Zommer mówi, że przyczyn do tego, aby odejść z ZHP, było wiele. - W roku 1988 byliśmy na obozie z hufcem - wspomina Zommer. - Na tych obozach był problem z chodzeniem do kościoła. Gdy raz poszliśmy, to dostaliśmy nagany. Poza tym dochodziło tam do sytuacji, które demoralizowały młodzież. Na przykład to, że komendant Wieczorek się spił na tyle mocno, że rano nie był w stanie wstać na apel. Mało tego. Gdy młodzież szła na obiad do stołówki, kierownictwo siedziało oficjalnie przy komplecie stolików turystycznych i piło alkohol przed namiotami. Przecież to niedopuszczalne. Po tym podjęliśmy decyzję, że więcej z hufcem nie jeździmy na obozy. Bo to była demoralizacja. To było następstwem decyzji wystąpienia z ZHP.

Niezależne enklawy

W chwili, kiedy ZHP się odrodziło po 1956 roku, były jeszcze przedwojenne autorytety i wokół nich w całej Polsce tworzyły się grupy harcerzy, którzy chcieli kontynuować tradycje harcerskie sprzed wojny. Były to jedynie enklawy, ponieważ ZHP było pod kontrolą komunistycznych władz. Próbę stworzenia takiej enklawy podjęto również w Szczecinie.
- To był rok 1978 - wspomina Zommer. - Wtedy od kolegi usłyszałem, że w 31. drużynie harcerzy o nazwie "Grom" kultywuje się przedwojenne tradycje. Jako że mój ojciec był harcerzem, to ja byłem naładowany tymi treściami już od dziecka. Dlatego w te pędy do tej drużyny wstąpiłem.
Nie tylko ojciec Rafała Zommera, ale i cała rodzina może się poszczycić tradycjami patriotycznymi i oddaniem w walce za Ojczyznę. Pochodzący z Wilna Zommerowie przeszli gehennę zesłania na Sybir przez Sowietów. Potem brali udział w akcji "Burza", operacji "Ostra Brama".
- Od samego początku byłem wychowany w takiej atmosferze, a nie innej. Harcerstwo mi się kojarzyło zawsze z czymś pozytywnym - z tym, czym Związek był przed wojną. W podstawówce przeżyłem wielkie rozczarowanie, ponieważ nasza drużyna była prowadzona przez jakichś żołnierzy służby zasadniczej. Jako patrona mieliśmy... Jurija Gagarina - śmieje się dzisiaj Rafał. - Przed wojną patronami byli Zawisza Czarny, Stefan Batory, Józef Piłsudski i inni wielcy Polacy. A tu sowiecki kosmonauta... Ręce opadają.

Inaczej wyglądali, co innego przyrzekali

Roman Zańko, szczeciński podróżnik i właściciel galerii "Pod Sukniami", która prezentuje twórczość osób niepełnosprawnych, był jednym z harcerzy w drużynie Rafała Zommera. - Harcerze wchodzący w skład tych niezależnych enklaw różnili się wyglądem od tych z głównego nurtu ZHP - twierdzi Roman. - My staraliśmy się, aby nasze umundurowanie było takie jak przed wojną, czyli rogatywka, mundur z chustą, krótkie spodenki, czarne skarpety, ciężkie buty, lilijka i laska skautowa. Tymczasem harcerze komunistyczni nie dbali o wygląd. Często zdarzało się, że nosili dżinsy do munduru. Oni wcale nie dbali o mundur. Przypominali raczej sowieckich pionierów.
Najważniejszą sprawą było przyrzeczenie. - W harcerstwie oficjalne przyrzeczenie brzmiało w ten sposób: "Przyrzekam całym życiem służyć Tobie Ojczyzno, być wiernym sprawie socjalizmu, walczyć o pokój i szczęście ludzi". Tak mniej więcej - mówi Rafał Zommer. - No a rota przedwojenna była jednoznaczna: "Mam szczerą wolę całym życiem służyć Bogu i Polsce, nieść pomoc bliźnim i być posłusznym słowu harcerskiemu". Tu w Szczecinie mieliśmy problem, żeby znaleźć dorosłego instruktora, który by świadomie od nas takie przyrzeczenie przyjął. Przyjeżdżał do nas harcmistrz Tadeusz Gaweł aż z Krakowa. I on odebrał od nas przyrzeczenie na rotę przedwojenną. I dopiero jak powstało duszpasterstwo harcerskie w 1982 roku, to wtedy dopiero nabrała tempa nasza działalność niezależna.
Tomasz Duklanowski

Druh Piechota i TW "Robert"
Opinie czytelników

30-09-2011

Następny aparatczyk ,któremu SB odebrało pamięć i rozum ! agent SB

30-09-2011

artykuł pisany na zamówienie polityczne - propaganda rodem z III rzeszy heniek

30-09-2011

ale się autor napracował,żeby taki długi artykuł napisać ki

30-09-2011

Nie sądzę aby ktoś uwierzył,że zbieżność tego tzw artykułu to przypadek.Dla mnie to nagonka na zamówienie nek

01-10-2011

No właśnie, to jest czas na pisanie takich informacji, pamięć ludzka jest niestety krótka, a demokracja polega właśnie na wolności słowa drodzy przedmówcy. Można mówić prawdę, kiedy się chce i przypominać ją właśnie wtedy gdy mamy decydować o osobach kandydujących do Sejmu. Ja nie chcę takiego posła!!! Siostra

02-10-2011

Ja też nie zagłosuję na tajnych współpracowników . DZięki że o tym piszecie. To kpina i wstyd że tacy startują w wyborach.No ale oni już udowodnili że nie mają zasad.Własne korzyści są dla nich najważniejsze.INNA SIOSTRA(ale nie miłosierdzia).

03-10-2011

To skandal, ze sie tak opluwa biednego tajnego wspolpracownika. Przeciez on byl nieswiadomy, co robi! Order trzeba dac panu Piechocie, a nie takie tresci szerzyc. Precz! KW

03-10-2011

Brzydzę się takimi ludżmi jak Piechota czy Radziszewska!. poszkodowana

04-10-2011

Pod koniec lat 50 ze szczecina do mojego Wałcza przyjeżdżał oficer UB(kawał świni) i nazywał się Zommer. Miał przydzieloną kwaterę w naszym domu ul. 3-maja. Mój ojciec mawiał, że wstyd, że taki pochodzi też z Wilna /jak mój ojciec/. Zbieżność nazwisk? czy rozliczanie przeszłości prezez syna lub wnuka?. Tak więc kruk krukowi chce ślipie wyłupać. Robercie Zommer nim rzucisz kamieniam to poznaj historię rodziny i biblię. To co robił Pan Piechota/jeśli to prawda/ to świństwo i powinien się wycofać. Ale jeśli Pan Zommer jest wnukiem lub synem oficera Zommera to także powinien zamilknąć. Dzidzia