Kanały informacyjne - RSS
19.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Kultura/Rozrywka 13.10.2011

Figaro - styl, klimat i coś jeszcze...

Przy ulicy Piłsudskiego znajduje się zakład fryzjerski, w którym tradycja przeplata się z nowoczesnością. O tym, jaki jest dobry fryzjer i jak podchodzić do strzyżenia "z głową".
"Czterdzieści lat minęło jak jeden dzień..." - tak za Andrzejem Rosiewiczem mógł nucić pan Marian Dębicki, który 4 lata temu obchodził czterdziestolecie istnienia swojego zakładu fryzjerskiego. Interes przejął od ojca - Hieronima Dębickiego. Jak wygląda praca kiedyś i dziś w najstarszym zakładzie fryzjerskim w Stargardzie?
Historia założyciela "Figaro" przypomina typowy hollywoodzki scenariusz, w którym człowiek zaczynający od zera w końcu zakłada własny biznes i osiąga zamierzony cel. Hieronim Dębicki - bo o nim mowa - co prawda fortuny się nie dorobił, lecz jego zakład przy ulicy Piłsudskiego zyskał sobie renomę wielu znaczących osobistości naszego miasta.
Do Stargardu przybył w 1945 roku z Wrześni pod Poznaniem. 22 lata później otworzył własny interes, lecz zanim to nastąpiło, pracował w zakładzie fryzjerskim w hotelu przy ulicy Czarnieckiego, a następnie w Spółdzielni "Uroda". W tamtych czasach początkujący fryzjer nie mógł liczyć na przyzwoite zarobki. Jego syn opowiada, że ojciec często pracował za symboliczny talerz zupy. Niemniej, obdarzonemu charyzmą i talentem panu Hieronimowi udało się - ku uciesze późniejszych klientów - "pójść na swoje".

Ktoś więcej
niż rzemieślnik

Zakład działał od wczesnych godzin porannych do wieczora. Na fryzjerskich fotelach zasiadali z początku urzędnicy podążający do pracy, a później księża, sędziowie, sekretarze partii, a nawet prezydenci miasta. Ta tendencja utrzymała się do dziś, a to również za sprawą klimatu panującego w lokalu - ciepłe, urządzone w tradycyjny sposób, lecz w pełni wyposażone pomieszczenie, które w połączeniu z osobą właściciela sprawia, że wizyta u fryzjera przypomina raczej odwiedziny u krewnego niż przymusowe strzyżenie u rzemieślnika.
Nazwa lokalu pochodzi od opery Mozarta pt. "Wesela Figara". To już inwencja twórcza Mariana Dębickiego, trzeba jednak przyznać - bardzo trafna. Włosy strzyże on koncertowo. O fakcie tym świadczy choćby popularność zakładu. Niektórzy klienci przychodzą do niego bez przerwy od prawie 40 lat. Są tacy, którzy choć wyprowadzili się już ze Stargardu, wizytę w zakładzie traktują jako jedną z atrakcji urlopowych.
- Przez ten czas przewinęło się sporo ludzi i włosów - mówi pan Marian, który w 1970 roku zdał egzamin czeladniczy. Modelem, służącym mu "głową" podczas sprawdzianu, był wtedy jego serdeczny kolega, który strzyże się u niego do dziś. - Chyba nie było aż tak źle, skoro wciąż ma jeszcze dwoje uszu - śmieje się właściciel zakładu "Figaro".

Od ucznia do mistrza

Marian Dębicki zdał egzamin mistrzowski w 1977 roku. Później zasiadał w zarządzie Cechu Rzemiosł Różnych w Stargardzie Szczecińskim, aktywnie uczestnicząc w jego strukturach. Swych sił spróbował również jako nauczyciel. Przez 12 lat zasiadał w Zarządzie Izby Rzemieślniczej w Szczecinie. Pod jego wodzą swoje umiejętności fryzjerskie rozwinęło 12 uczennic i 2 uczniów. Pamiątkę z tego okresu stanowią liczne dyplomy, zawieszone na ścianie jego zakładu fryzjerskiego.
Pan Marian uczył adeptów fryzjerstwa przede wszystkim zaangażowania. - Głowy są różne i do każdej trzeba podchodzić inaczej. Przy tej pracy trzeba cały czas myśleć, nie można tego robić automatycznie. Włosy nadają głowie kształt i od fryzjera zależy, jak tę formę uchwyci. Kiedy głowa jest nierówna, wtedy trzeba włosami uzupełniać braki. Tam gdzie trzeba, zostawia się więcej włosów. Czasem klientowi trzeba wytłumaczyć, że tak będzie lepiej. Niekiedy trzeba myśleć za klienta, bo on siebie nie widzi i nie wie, jak będzie dla niego dobrze - tłumaczy i dodaje: - Fryzjer w swoim zawodzie jest artystą, tworzy dzieło, wykonując fryzurę, podobnie jak rzeźbiarz, musi nadać kształt materii.
Marian Dębicki nie miał łatwych początków. W trakcie gdy zdawał egzamin czeladniczy, stargardzkie fryzjerstwo przeżywało kryzys. Wśród młodych panowała moda na długie włosy, której na szczęście nie podzielali starsi klienci. To głównie dzięki nim zakład przetrwał trudne czasy, czego nie można powiedzieć o innych lokalach. Wszystko to stało się zasługą ciężkiej pracy i indywidualnego, bliskiego podejścia do klienta.

Zakład kiedyś i dziś

Obecnie również nie jest lekko. Wokół "Figaro" otwiera się wiele nowych zakładów fryzjerskich z nowoczesnym sprzętem czy wystrojem. Brakuje im jednak duszy i umiejętności. Nowocześnie urządzone lokale niekiedy bardziej przypominają sklep mięsny. - Te zakłady otwierają głównie samoucy, którzy nie mają doświadczenia, przez co robią złą opinię porządnym rzemieślnikom - twierdzi pan Marian, który fryzjerstwo traktuje nie tylko jako pracę, ale przede wszystkim życiową pasję. Jadąc na urlop, zabiera ze sobą sprzęt, który po kilku dniach odpoczynku wykorzystuje do strzyżenia znajomych.
Pan Marian lubi też majsterkować. Zrezygnował z zawodu mechanika samochodowego, by pracować na żywym i - jak twierdzi - "bardziej inspirującym materiale", jakim są ludzkie głowy. - Po prostu lubię wyzwania - tłumaczy. Niekiedy przychodzą do niego młodzi ludzie, pragnący zdobyć jakąś nowoczesną fryzurę. I oni wychodzą z zakładu zadowoleni.
Stary, klimatyczny styl uzupełniany jest przez nowy sprzęt. Brzytwy zastąpiły bardziej wygodne i wydajne golarki. Wiekowe fotele stoją teraz w korytarzu, a na ich miejsce przyszły zupełnie nowe. Mimo zmian, pan Marian wciąż wraca myślami do przeszłości. - Kiedyś praca wykańczała człowieka, strzygliśmy ludzi od rana do wieczora. Po powrocie do domu byłem bardzo zmęczony. Przed zakładem dzień w dzień ustawiały się długie kolejki. Dziś czeka się i myśli, kiedy ktoś nareszcie przyjdzie, ale i tak nie zamieniłbym tego zawodu na żaden inny - wspomina Marian Dębicki, właściciel najstarszego i najbardziej klimatycznego zakładu fryzjerskiego w Stargardzie.
 B.S.

Figaro - styl, klimat i coś jeszcze...
Opinie czytelników

14-10-2011

Samochwała............!! Mam inne zdanie . kapsel

16-10-2011

Figaro to instytucja ! Ściśle związana ze Stargardem i jego mieszkańcami od dwu pokoleń. Od lat jestem jego klientem. Zawsze spotykałem tam ciekawych i znanych w mieście ludzi. Mistrz ! Powszechnie ceniony. Teraz od kilku lat, jak nie mogę chodzić po udarze, mistrz wsiada w swoją Toyotę i jest do dyspozycji u mnie w domu. Dla przyjaciół za friko. Ma wiele zainteresowań. Siedzi w internecie, meloman, kiedyś czynny muzyk (skrzypce, perkusja i akordeon) doskonały kucharz. Uprawia działkę. fotografuje. Ma wspaniałą rodzinę. Doskonały kompan i przyjaciel. No i działacz społeczny, nauczyciel zawodu kilku pokoleń w zawodzie. HB.

18-10-2011

Figaro, Figaro, Figaroooooo to zaklad z klimatem, ktory odwiedzam jak tylko jestem w Stargardzie. Pozdrawiam Mistrza - Styliste. Asia i Wl.

18-10-2011

ujawnij się kapslu

19-11-2011

Skala Jego sławy dosięga Warszawy !!! Z pozdrowieniami-Zygmunt.