
Wydarzenia 20.10.2011
Zarząd spółdzielni: To Enea jest winna
W rozmowie przeprowadzonej z dziennikarzami „Dziennika Stargardzkiego” Aneta Kremer-Seredyńska, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Stargardzie Szczecińskim, odniosła się do sprawy kontrowersyjnego oświetlenia na osiedlu Zachód.
Z dokumentów przedstawionych przez panią prezes wynika, iż negocjacje między spółdzielnią a Eneą trwają nieprzerwanie od stycznia 2009 roku. Sprawa zaczęła się w momencie, gdy firma odpowiedzialna za utrzymanie lamp podniosła opłaty za wymianę żarówek oraz konserwację oświetlenia. W przypadku utrzymania słupów koszty wzrosłyby z 9,27 zł brutto do 24,74 zł brutto miesięcznie za lampę. Największą podwyżkę zaproponowano jednak za wymianę źródła światła. Tutaj koszty wykręcenia i ponownego zainstalowania jednej żarówki wyniosłyby 196,19 zł brutto, co w przypadku średniej ilości 90 sztuk rocznie dałoby niespełna 18 000 zł brutto kosztów.
Z takim rozwiązaniem nie mógł zgodzić się zarząd spółdzielni, który po nieudanych rozmowach poprosił firmę o udostępnienie dokumentacji dotyczącej oświetlenia. Chodziło o sprawdzenie, czy Enea jest właścicielem słupów, gdyż wcześniejsze umowy nie uwzględniały takiego zapisu. Dopiero, gdy sprawa oparła się o Warszawę, stosowne dokumenty udostępniono do wglądu prezes spółdzielni.
Halogeny zamiast
słupów
Po tym incydencie ponownie przystąpiono do negocjacji, które również nie przyniosły porozumienia. W efekcie spółdzielnia zaskarżyła firmę do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W następnych rozmowach uczestniczyli już przedstawiciele Departamentu Usług Enea S.A. w Poznaniu. Niestety również na tym spotkaniu nie podpisano stosownej umowy. Co więcej, zarząd spółdzielni podjął decyzję o usunięciu lamp. W zamian, na osiedlu pojawiło się oświetlenie metahalogenowe. Koszt zainstalowania około 100 takich urządzeń wyniósł spółdzielnię blisko 67 000 złotych. Według szacunków zarządu, koszty oświetlenia metodą halogenową przyczyniłyby się do obniżenia rachunków.
- Enea nie chciała w ogóle negocjować. Na rozmowach prawie nie dopuszczano nas do głosu - twierdzi Aneta Kremer-Seredyńska, prezes spółdzielni. - Firma zażyczyła sobie zbyt dużej kwoty za konserwację lamp i wymianę jednego źródła światła. Warunki te były nie do przyjęcia. Przykładowo, do kosztów wymiany każdej żarówki Enea dolicza godzinę pracy podnośnika. W tym czasie, robiąc to samodzielnie, moglibyśmy wymienić 10 takich żarówek - tłumaczy, dodając że Enea nie wyraziła zgody na wymianę źródeł światła przez spółdzielnię we własnym zakresie.
Podejrzenia
o nieuczciwą grę
Według zarządców osiedla, firma nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, m.in. nie konserwując omawianych lamp od 2006 roku. Na dowód tego, prezes pokazuje zdjęcia starych, zaniedbanych słupów, o które miała zadbać Enea. Warto dodać, że operator - zdaniem Anety Kremer-Seredyńskiej - niezależnie od wykonywanych prac, pobierał opłaty za konserwację oświetlenia.
- W międzyczasie wywierano na nas presję, byśmy podpisali umowę, np. wyłączając okresowo lampy na osiedlu. Taka sytuacja zdarzyła się kilkakrotnie - tłumaczy Stanisław Kopczyński, członek zarządu spółdzielni.
W związku z wygórowanymi wymaganiami operatora i montażem lamp halogenowych na blokach, spółdzielnia wystąpiła do firmy o usunięcie słupów. W lutym bieżącego roku spółka otrzymała pismo z terminem dotyczącym „wyprowadzki” oraz ostrzeżeniem, że jeśli sprawa nie zostanie załatwiona, spółdzielnia naliczy opłatę za bezumowne korzystanie z ich terenu. Enea nie odpowiedziała na pismo. Tym samym w siedzibie zarządcy zaczęto wystawiać faktury za zwłokę w wysokości 2 zł dziennie za każdy słup znajdujący się na osiedlu Zachód. W przypadku 168 sztuk opłata wynosi 336 zł dziennie. Faktury wystawiane są od kwietnia bieżącego roku. Do tego, jeśli Enea zdecyduje się w końcu zlikwidować lampy, będzie musiała zapłacić niemałe pieniądze za zajęcie pasa drogowego. Wszystko wskazuje na to, że jednak firma zdecyduje się na demontaż oświetlenia.
Po tych wydarzeniach ponownie przystąpiono do rozmów. Zarząd postawił firmie ultimatum: negocjacje będą kontynuowane, jeśli Enea zwróci koszty montażu lamp halogenowych, które - zdaniem spółdzielni - zamontowano z winy firmy. W odpowiedzi operator obniżył opłatę za wymianę jednego źródła światła z 196,19 zł brutto do 164,27 zł brutto, jednocześnie podwyższając koszty pozostałych pozycji. Spółdzielnia nie zaakceptowała tych warunków.
Jednak będzie jasno
W rozmowie Stanisław Kopczyński odniósł się również do kwestii problematycznego podłączenia lamp na osiedlu Zachód. W poprzednim artykule pisaliśmy o ryzyku pozbawienia prądu słupów należących Urzędu Miejskiego (przede wszystkim tych usytuowanych przy drogach). Miało się to wiązać z podłączeniem ich do jednego ciągu kablowego z oświetleniem ustawionym na terenach spółdzielni.
- To część propagandy Enei. Nie jest prawdą, że dojdzie do takiej sytuacji. Bez problemu można zabezpieczyć łącza. W przeszłości otrzymywaliśmy telefony, że niektóre lampy nie świecą, ale chodziło przede wszystkim o słupy miejskie. Halogeny dają bardzo jasne światło. Już po zamontowaniu przeszliśmy się po osiedlu, by sprawdzić sytuację. Wszystko było oświetlone. Ludzie chwalą nowe lampy - mówi członek zarządu.
Różnica zdań
Ze zdaniem spółdzielni nie zgadza się Zdzisław Krzyżaniak, pełnomocnik Enea do spraw oświetlenia Rejonu Dystrybucji Stargard Szczeciński. - To nieprawda! Wszystkim jednostkom zaproponowaliśmy takie same stawki za konserwację i nie przekroczyły one 11 zł brutto. Spółdzielnię traktujemy więc równo. Jeśli chodzi o wymianę żarówki, to działamy według cennika Sekocenbudu. Ponadto spółdzielnia, jako jedyna, ma pomalowane wszystkie lampy. Wystarczy przejść się po osiedlu - twierdzi przedstawiciel operatora, dodając że w żaden sposób firma nie naciskała na spółdzielnię, by ta podpisała umowę. - Nie robimy takich rzeczy. Jeżeli coś takiego miałoby miejsce, to spółdzielnia powinna podać nas do sądu.
Zdzisław Krzyżaniak komentuje również wyliczenia związane z wymianą źródła światła. - Bierzemy taką samą opłatę jak każdy wykonawca. Nie zgadzamy się, aby spółdzielnia robiła to we własnym zakresie. Naturalną rzeczą jest, że chcemy na tym zarabiać, jesteśmy w końcu przedsiębiorstwem - tłumaczy, odpowiadając jednocześnie na pytanie: „dlaczego?”. - A czy spółdzielnia zgodziłaby się, abyśmy myli u nich okna według własnych stawek...?
Bartosz Stós
Opinie czytelników




20-10-2011
Niezła laska ta prezes facet