
Gospodarka/Polityka 24.10.2011
Prezes ponad wszystkim
Bezprawne zwolnienia, krzyki i krytyka - to tylko niektóre z sytuacji, jakie według pracowników mają miejsce w Gminnej Spółdzielni w Suchaniu. Dwoje pracowników złożyło już pozwy w sądzie. Kilku następnych nosi się z takimi zamiarami. Prezes Eugeniusz Gawroń twierdzi, że takie zarzuty są bezzasadne.
Kilkanaście sklepów na terenie gminy, piekarnia i wytwórnia makaronu - razem 33 pracowników. To jeden z największych zakładów pracy na terenie gminy. Znany w Suchaniu prezes spółdzielni dopuszcza się nadużyć wobec pracowników.
"Pięć lat temu Gminna Spółdzielnia w Suchaniu była zadłużona, groziła jej nawet likwidacja. Na szczęście rada nadzorcza ogłosiła w porę konkurs na stanowisko prezesa zarządu. Wygrał go wieloletni spółdzielca i doświadczony pracownik Eugeniusz Gawroń. Przedstawił program naprawczy i zabrał się do pracy wraz ze spółdzielcami" - tak zapowiadała się kierownicza kariera pana prezesa.
Po kilku latach opinie nie są już tak entuzjastyczne. Już po publikacji wiadomości o nowym prezesie, tak wypowiadał się jeden z internautów: "Ten doświadczony pracownik działał już w kilkunastu firmach, ale z marnym zakończeniem dla tych firm, nie mówiąc o pracownikach".
Jest coraz gorzej?
Minęło dziesięć lat od zajęcia przez Eugeniusza Gawronia stanowiska prezesa. Zamiast lepiej, jest gorzej. Tak twierdzą pracownicy. Co prawda od ponad trzydziestu lat spółdzielnia jakoś funkcjonuje, ale zmiana prezesury nie przyczyniła się do polepszenia warunków pracy. Prezes, zapytany o to, jakie są jego relacje z pracownikami odpowiedział: "Bardzo dobre, choć nie lubię słowa bardzo, więc powiem, że dobre. Nie zauważyłem po pracownicach, aby działa im się jakaś krzywda".
Najbliżsi współpracownicy nie zaprzeczają ani nie potwierdzają opinii, że w spółdzielni dzieje się źle. Pojawiają się tylko niezręczne uśmiechy na ich twarzach. Pracownicy na najniższych szczeblach mówią wprost, że są przez prezesa zastraszani. Reporterce "Dziennika" opowiadają chętnie, ale każdy zastrzega sobie anonimowość. - Boimy się nieprzyjemności ze strony prezesa - wyjaśniają.
"Uważa pracowników za śmieci"
Najczęstszą, dającą się we znaki formą nękań, jest krzyk i niedopuszczanie innych do głosu. Pojawia się również zarzut zmuszania pracowników pozostawania po godzinach bez dodatkowej płacy oraz nadmierna liczba obowiązków. Jak potwierdza nasz informator, traktowanie ludzi przez przełożonego pozostawia wiele do życzenia. - Ludzie są zastraszeni i boją się cokolwiek mówić - twierdzi nasz rozmówca. - Prezes jest mściwy i w razie niepochlebnych opinii mógłby zwolnić z pracy osobę, która odważyła się na wypowiedź. Niektóre osoby obawiały się nawet anonimowej ankiety.
Ewelina, była pracownica inwentaryzacji, podsumowała krótką współpracę z prezesem jako nieprzyjemną. Poproszona o komentarz mówi: "Prezes uważa pracowników za śmieci. Uważa, że skoro skończył studia, to jest panem wszystkich. Spytał się mnie kiedyś, po co dalej się uczę w innym kierunku, skoro już mam ukończone studia, a sam przecież uważa, że trzeba być wszechstronnie wykształconym. Poza tym trudno się z nim dogadać i chyba nikt z jego pracowników nie przepada za nim".
W zamian za podwójne obowiązki
oferuje... nic
Kilku pracownicom została zaproponowana dodatkowa praca - po zwolnieniu pani kasjerki, stanowisko pozostawało nieobsadzone. Chcąc zaoszczędzić płacę za zredukowany etat, obowiązki kasjerki miały przejąć panie z księgowości - za takie samo wynagrodzenie, jakie otrzymywały wcześniej. Gdy nie zgodziły się, zostały zwolnione. W tej sprawie toczy się postępowanie w sądzie pracy.
Propozycja została ponowiona dla pracownicy sekretariatu i kadrowej zarazem. Udało się. Pan prezes załatwił dwa etaty za pomocą jednego, gorzej płatnego.
Składająca się z kilku członków rada nadzorcza dostaje informacje na temat spółdzielni bezpośrednio od prezesa jedynie na posiedzeniach rady, co nie wpływa zbyt korzystnie na wizerunek spółdzielni i pozwala przypuszczać, że prezes ujawnia informacje tylko dla niego wygodne. Członkowie są niedoinformowani, co potwierdził zastępca przewodniczącego rady, pan Tadeusz Grzegorczyk:
Rada nadzorcza się nie orientuje
- Rada nadzorcza nie orientuje się w relacjach przełożonego z pracownikami, na posiedzeniu omawiane są tylko najważniejsze przypadki pracowników. Wiem, że u dwojga z nich wykryte było poważne manko i skierowano przeciw nim sprawę do sądu, takie też sprawy omawiamy. Grzegorczyk dodaje też, że on sam, jak i inni współudziałowcy nie mają bezpośredniego wpływu na relacje prezesa z pracownikami. - My jako rada nadzorcza nie interesujemy się aż tak pracownikami, bo to prezes decyduje o zwolnieniach itd. Rada głosowała tylko na temat jednego pracownika, czy go odwołać. Trudno mi powiedzieć, jak traktuje swoich pracowników. Trzyma dyscyplinę, może i dobrze, bo jak ktoś chciałby sobie pozwolić na zuchwałość, to prezes się nie daje. Na przykład kiedyś pewien kierowca zaczął się mądrzyć, to trzeba było go zwolnić.
Większość wieloletnich pracowników twierdzi, że kiedyś pracowało się lepiej. Rozwój działalności był ogromny, liczba zatrudnionych była co najmniej dwa razy większa. Zmieniło się to z upływem czasu, z końcem komuny, kiedy zaczęły powstawać prywatne przedsiębiorstwa, na co - jak uważa członek rady - nie miała wpływu żadna prezesura. - Było lepiej dlatego, że spółdzielnia była bogatsza, więc pracownicy byli zadowoleni. Były większe fundusze socjalne. Teraz tego nie ma, bo prowadzimy tylko sprzedaż detaliczną i transport potrzebny do rozwożenia towaru - wszystko jest prywatnie. Nie to co kiedyś, kiedy sprzedawało się towary całymi wagonami na eksport, kupowała od nas Stocznia Szczecińska, wojsko.
Rozmówca podkreślał też, że nie wie o obecnych nadużyciach wobec pracowników. Poruszona została też sprawa zwolnień księgowych. - Prezes, zamiast trzech księgowych, które zostały zwolnione, zatrudnił jedną panią ze Szczecina, z prywatnej firmy, i wyjaśnił, że tak będzie taniej. Ja wiem, że jest drożej, ale nie będę się wypowiadał. Specjalnie się tym nie interesowałem i nie chcę się wtrącać. Zobaczymy, jak nowa księgowość zda egzamin. Na posiedzeniu dowiemy się, jakie są tego wyniki.
Członkowie rady nadzorczej starają się raczej nie wiedzieć, żeby nie narobić sobie problemów...
Natalia Michalska
Opinie czytelników




24-10-2011
Co GS Suchań zrobił z przejętym potężnym majątkiem ( w gotówce i budynkach ) po SKR-e w Suchaniu. Dziennikarze powinni bardziej zainteresować się prezesem GS Suchań, popytać mieszkańców całej gminy Suchań. Co dała skarga pracowników piekarni GS Suchanie do inspekcji pracy, po kontroli prezes wszystkich pracowników z piekarni zwolnił. Inspekcja pracy stwiedziła łamanie prawa przez prezesa wobec pracowników piekarni.