Kanały informacyjne - RSS
19.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Gospodarka/Polityka 08.11.2011

Namiastka prawdziwego domu

- Domy dziecka są instytucjami odhumanizowanymi - mówi Grzegorz Ordon, prezes Stowarzyszenia "Potrzebny Dom". Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Tradycyjne domy dziecka nie zawsze zdają egzamin i niekiedy nie są w stanie sprostać wszystkim narzuconym zadaniom. Przede wszystkim brak tam rodzinnego ciepła i nauki samodzielności. Zamiast tego, uczą życiowej bezradności. Ten stan próbuje zmieniać program "Nasz Dom", realizowany przez Starostwo Powiatowe, Dom Dziecka nr 1 i Stargardzkie TBS. Program "Nasz Dom" jest częścią realizowanego przez Stargardzkie TBS Sp. z o. o. programu "Potrzebny Dom". Polega na tworzeniu mieszkań rodzinkowych o charakterze integracyjnym i koedukacyjnym dla wychowanków domu dziecka w wieku od 4 do 18 lat. Zamiast wychowywać się w tradycyjnym domu dziecka, młodzi ludzie mogą otrzymać namiastkę prawdziwego domu rodzinnego i przybliżyć sobie warunki, jakie w nich panują. Jedna rodzina Najważniejszym aspektem programu jest przyswojenie wychowankom domów dziecka odpowiednich wzorców zachowań, nauczenie ich, jak funkcjonować w społeczeństwie. Ze względu na dużą rozbieżność wiekową dzieci, mieszkania rodzinkowe pozwalają też na naukę postaw opiekuńczych wobec młodszych współlokatorów. Mieszkając razem, wychowankowie uczą się, jak gospodarować dom i wypełniać obowiązki. W przeciwieństwie do tradycyjnych domów dziecka, gdzie zatrudnione są sprzątaczki, kucharze i konserwatorzy, uczestnicy programu "Nasz Dom" funkcjonują jak rodzina. Razem przygotowując posiłki, sprzątając, robiąc zakupy i dzieląc się obowiązkami, młodzi ludzie uczą się wszystkiego, co potrzebne jest na późniejsze rozpoczęcie dorosłego życia. - Jeśli chodzi o domy dziecka i mieszkania rodzinkowe, to tak, jakby porównać hipermarket i mały sklep osiedlowy, gdzie wszyscy się znają. Może to dość odważne porównanie, jednak dobrze oddaje sedno sprawy. Domy dziecka są instytucjami odhumanizowanymi. W mieszkaniach rodzinkowych młodzi ludzie uczą się odpowiedzialności. Nie zastąpią one prawdziwej rodziny, jednak dają jej namiastkę - mówi Grzegorz Ordon, prezes Stowarzyszenia "Potrzebny Dom". - Wiele zależy też od dobrej woli i chęci pracy wychowawców. Podejście może być różne: jedni zgodnie z założeniami zaangażują się w pracę, inni natomiast zrobią swoje i pójdą do domu. Najwięcej zależy od odpowiedniego podejścia - dodaje. Właśnie rola wychowawcy jest tutaj kluczową kwestią. Działają oni w systemie zmianowym, nadzorując poczynania młodych współlokatorów. Odwiedziliśmy jedno z mieszkań rodzinkowych mieszczące się przy ul. Śniadeckiego na osiedlu Lotnisko. Czy szlachetne założenia programu rzeczywiście sprawdzają się w praktyce? Okazuje się, że tak. Wychowawcy poświęcają się swojej pracy najlepiej jak potrafią. - Z początku mieliśmy pewne problemy organizacyjne, dzieci nie były przyzwyczajone do warunków odmiennych niż dom dziecka. Z biegiem czasu wszystko zaczęło funkcjonować jak prawdziwa rodzina. Dzieci stopniowo uczyły się ekonomiczności i współpracy, nauczyły się wspólnie dbać o porządek. Wszystko funkcjonuje naprawdę sprawnie - mówi jedna z wychowawczyń. - Aktualnie jest u nas 11 osób w wieku od 12 do 17 lat. Wychowawców jest kilku, mają oni przydzielonych swoich wychowanków, którymi się zajmują, dzięki czemu każdy w pełni może skupić się na opiece. Dbamy o to, by nasi wychowankowie mieli możliwość rozrywki, wyrwania się od codzienności. Organizujemy wycieczki, bierzemy udział w lokalnych wydarzeniach, odbywają się u nas prelekcje i kursy. Prowadzimy też tzw. "księgi życia" dla każdego z wychowanków. W takich księgach znajdują się pamiątkowe zdjęcia z imprez urodzinowych i innych wydarzeń. Dzieci czują się dowartościowane, wiedzą, że poświęcana jest im uwaga - dodaje. Również młodzi lokatorzy pełni są entuzjazmu. - Warunki są bardzo dobre, mamy ciszę i spokój, jest bardzo pozytywnie - mówi jedna z lokatorek mieszkania rodzinkowego. Wszystko na miejscu Nie bez znaczenia pozostaje lokalizacja mieszkań rodzinkowych. Zgodnie z założeniami programu, mieszkania powinny znajdować się w bliskim sąsiedztwie takich instytucji jak szkoły, place zabaw dla najmłodszych dzieci, sklepy i przychodnie lekarskie umożliwiające szybką pomoc. Tego typu umiejscowienie niewątpliwie pozytywnie wpływa na utrzymanie harmonii potrzebnej przecież w życiu rodzinnym. Najmłodsze dzieci odbierane są ze szkół przez wychowawców pełniących aktualnie dyżur. W chwili osiągnięcia wieku dorosłego, dzieci opuszczające lokale rodzinkowe - w przypadku braku możliwości powrotu do domu rodzinnego i bez zdolności finansowej - będą mogły starać się o zakwalifikowanie do tzw. "inkubatora", działającego w ramach programu "Na Start". Takie osoby otrzymają mieszkanie, gdzie w dalszym ciągu będą mogły uczyć się samodzielnego życia. Razem z pomocą wychowawców, mają możliwość znalezienia pracy i podnoszenia umiejętności zawodowych. Coraz więcej możliwości Najnowszy, trzeci już lokal rodzinkowy otwarty został w piątek, 28 października, w ramach programu rewitalizacji kwartału C w śródmieściu Stargardu. Lokal przeznaczony jest dla 14 osób, ma powierzchnię 213,19 m2. Oprócz niego, funkcjonują też dwa wcześniej otwarte mieszkania rodzinkowe - jedno, wspomniane, przy ul. Śniadeckiego na osiedlu Lotnisko, drugie na ul. Szymanowskiego. Wszystkie mieszkania znajdują się na parterze budynków wielorodzinnych. Co do finansowania projektu, większość środków na jego realizację pochodzi z kredytu z Krajowego Funduszu Mieszkaniowego, finansowanego przez budżet państwa. Pozostała część kosztów pochodzi ze środków powiatu oraz organizacji pozarządowych. Partnerami Stargardzkiego TBS sp. z o. o. w realizacji programu "Nasz Dom" są: Powiat Stargardzki, Dom Dziecka nr 1 w Stargardzie Szczecińskim i działające na terenie miasta organizacje pozarządowe, w tym Stowarzyszenie "Potrzebny Dom".

Arkadiusz Urbanek
 

Namiastka prawdziwego domu
Opinie czytelników

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj pierwszy komentarz! Redakcja