Kanały informacyjne - RSS
19.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Gospodarka/Polityka 10.11.2011

Gdzie zniknęło 200 tys. zł?

Spółdzielnia Mieszkaniowa w Suchaniu ma poważne kłopoty finansowe. Prezes twierdzi, że spółdzielnia nie jest biedna, ponieważ posiada grunty, które planuje sprzedać. Teren przed blokiem przy ulicy Hlonda podzielił spółdzielnię na dwa obozy. Zadłużenie dochodzi do 200 tysięcy złotych.

Mieszkańcy nie wiedzą, skąd wziął się dług rzędu 150 tysięcy złotych. - Zawsze płaciliśmy wysokie czynsze, zawsze marzliśmy, żadnego remontu nie było, więc nie wiem, skąd wziął się taki dług w spółdzielni - mówi Zdzisława Słomka, była członkini zarządu.
- Spółdzielnia jest zadłużona od wielu lat, to wina spółdzielców. Nie regulowano na czas czynszów, narastały odsetki, piętrzyły się zadłużenia, zarządy nie znalazły na to rozwiązania. Wystarczy, że kilka osób nie płaciło. Teraz dwie rodziny mają dług w wysokości 40 tysięcy złotych - mówi prezes spółdzielni, Ryszard Wołoncewicz.
Geneza długów w spółdzielni sięga lat dziewięćdziesiątych.

Kotłownia

Komplikacje zaczęły się po budowie kotłowni przy ulicy Hlonda. Niezadowolenie
mieszkańców rosło z roku na rok, a ogrzewanie stało się jedną z najważniejszych kwestii spornych między mieszkańcami a ówczesnym prezesem.
Według mieszkańców, problemy z ogrzewaniem były zawsze. Z początku blok nie miał własnej kotłowni, a korzystał z kotłowni szkoły. Ciepło było transportowane podziemnymi rurami. Nikt jednak nie kontrolował jakości tego przepływu, w efekcie mieszkania były niedogrzane. Mieszkańcy twierdzą, że marzną od 20 lat.
Po ośmiu latach zbudowano kotłownię z piecem olejowym. Dziś, z perspektywy  czasu, mieszkańcy nie są zachwyceni z tego pomysłu. Nie przyniosło to zadowalających rezultatów - w mieszkaniach dalej było zimno, a temperatura nie przekraczała 14 stopni. Pisano liczne skargi do spółdzielni na te zaniedbania, jak i brak ciepłej wody. Bez skutku.

Centralne

Kilka lat temu mieszkańcy zaczęli odłączać się od ogrzewania spółdzielczego i podłączać własne, centralne. Były to nieliczne, wyłamujące się przypadki. Jednak w tamtym roku mieszkańcy zaczęli zgłaszać chęć odcięcia się od kotłowni. Zostało zwołane walne zgromadzenie, na którym doszło do głosowania. Większość zdecydowała, że nastąpi całkowite zamknięcie kotłowni przy ulicy Hlonda.
Dziś osiem rodzin nie ma jeszcze podłączonego ogrzewania. Część jest w trakcie. Ci, którzy byli przeciwni, są w trudnej sytuacji materialnej. Prawdopodobnie zalegają jeszcze z czynszem w spółdzielni. Czeka ich tym trudniejsza sytuacja z powodu nadchodzącej zimy. Niektórzy wolą sobie nie wyobrażać, jak będą żyć te rodziny, gdy przyjdą mrozy. Nadzieja jest w tym, że sąsiedzi będą ich dogrzewać, z góry lub z dołu.
Prezes podkreśla, że to była decyzja mieszkańców. Już wcześniej były z ich strony takie inicjatywy, aby podłączyć własne piece. Jak twierdzi jeden z mieszkańców, niektórzy odcięli się w ubiegłym roku, bo wiedzieli, co się szykuje. - W tym sezonie kotłownia w ogóle nie ruszyła. Od 1 do 15 września podgrzewaliśmy trochę wodę, ale to był koniec. Ludzie przestali wpłacać na opał i w głosowaniu zdecydowali się podgrzewać wodę we własnym zakresie - mówi prezes.
Mieszkańcy potwierdzają, że teraz mieszka się lepiej. Przede wszystkim zmniejszyły się czynsze.

Sporna działka

Po zmianach prezesów następowały kolejne zmiany, nowe projekty zagospodarowania terenu. Była pani prezes opracowała projekt podzielenia działki przed blokiem na pięć części - trzy place zieleni i dwie drogi. Plan ma wcielić w życie obecny prezes Ryszard Wołoncewicz, co uniemożliwia mu - jak twierdzi - współwłaścicielka terenu Zdzisława Słomka.
- Chcą nam zostawić tylko dwie drogi dojazdowe, a wtedy nie będziemy mieli nawet gdzie parkować. Miejsca parkingowe muszą być wydzielone dla 30 lokali mieszkalnych - mówi była członkini zarządu, Zdzisława Słomka.
Mieszkańcy składali się z własnych pieniędzy na działkę przed blokiem, aby wykupić ją od gminy, więc nie chcą, żeby spółdzielnia się tego pozbyła. Był to wydatek w granicach 4-5 tysięcy złotych. Niektórzy podrzucali pomysły. - W tym miejscu mogłoby powstać np. boisko dla dzieci albo coś służącego mieszkańcom.  Spółdzielnia ma inne plany. Chce wydzierżawić teren pod punkty usługowe lub handlowe. Inna opcja zakłada też sprzedaż gruntu.

Akty notarialne

Mieszkańcy zgodnie zakładają, że projekt zajęcia tego terenu powstał tylko po to, żeby zablokować przekształcanie mieszkań. Chcieliby, aby ich blok został oddzielony od spółdzielni i stworzył samodzielną wspólnotę mieszkaniową. Ale, aby do tego doszło, połowa mieszkańców musi mieć lokale na własność. Większość z nich ma już całkowicie spłacone kredyty, a mieszkania dalej należą do spółdzielni.
- Zarząd nie dopuszcza do tego, żebyśmy podpisywali akty notarialne, bo ma w tym interes - twierdzi Zdzisława Słomka. Obecnie pani Zdzisława oczekuje na rozprawę w sądzie, z powództwa spółdzielni, która zanegowała jej akt notarialny na mieszkanie. Będąc współwłaścicielem 20-arowej działki, pani Słomka nie chce dopuścić do przejęcia władzy przez spółdzielnię nad tym terenem.
- Spółdzielnia ma ponad 4 ha gruntów, więc ma zabezpieczenie na dług. Skoro tak, to dlaczego mamy oddać ten teren przed blokiem na spłacenie długu - argumentuje pani Słomka. Z kolei pan Wołoncewicz powtarza: - Niewyczerpane zostały procedury związane z uchwałą, a to dopiero po jej uchwaleniu można taki wniosek zgłosić do notariusza. W tamtym przypadku nie było to dopełnione, trzeba było na nowo dokonać pomiarów działek i lokali.

Łagodzenie sporu

Podejmowane były próby załagodzenia sporu. Prezes proponował, że w zamian za zgodę na podział działki, zostawią jej akt notarialny w spokoju i nie będą się dopatrywać nieprawidłowości. - Procedura związana z tym gruntem została wdrożona przez poprzedni zarząd, więc to za daleko zaszło, abym mógł teraz odpuścić. Jedyne wyjście, to namówić panią współwłaścicielkę na pozwolenie ruszenia tej działki. Wtedy byłoby to z korzyścią dla niej - wypowiada się prezes.
Zarzuty mieszkańców co do wyodrębniania mieszkań są skierowane głównie w kierunku księgowej spółdzielni. To ona miała stały dostęp do dokumentacji, jaką składali mieszkańcy, chcący uzyskać zgodę. Jednak sama pani księgowa twierdzi, że to, aby miała coś utrudniać, to plotki, i odmawia dalszego komentarza.

Fundusz remontowy

Mieszkańcy mają szereg zarzutów co do funduszu remontowego, który nigdy nie był wcielany w życie. W złym stanie jest wszystko - począwszy od dachu, na schodach kończąc. Jak wypowiadali się mieszkańcy: „Jak tu mieszkamy od 20 lat, nie było żadnego remontu. Nawet klatka schodowa nie została pomalowana. Leje się z dachu, nie ma na nic pieniędzy”.
Kwoty, które lokatorzy wpłacali na fundusz remontowy, pozwoliły na zgromadzenie 30 tysięcy złotych. Niestety, część z tych pieniędzy poszła na pokrycie długów. Obecny prezes obiecuje, że postara się to zmienić i zapewnia: - Ja doprowadzę do tego, że ten fundusz wróci i będzie rozliczony, ale musimy mieć na to pieniądze. Tak czy inaczej, spółdzielcom nikt tego nie odbierze, np. zyski ze sprzedaży działki mogą trafić na fundusz remontowy. Choć przyznam, że na ostatnim zebraniu ludzi zupełnie nie interesowała poprawa sytuacji - ani sprzedaż gruntów, ani remont - ich interesowało tylko „Kiedy pójdziemy do notariusza?”.
Prezes zapewnia też, że ma plany na przyszłość. Do majątku spółdzielni należą jeszcze inne tereny, które niedługo zostaną sprzedane. - Spółdzielnia ma 4 ha gruntów, kiedyś był to program pod rodzinne budownictwo. Sprzedaż tych gruntów pozwoli nam na wyjście z długów - mówi. Jednocześnie zakłada, że do końca roku uda się sprzedać przynajmniej część z nich. To pozwoli na zakopanie toporu wojennego. Na razie nie ma perspektyw na utworzenie wspólnoty.
Natalia Michalska

Gdzie zniknęło 200 tys. zł?
Opinie czytelników

18-11-2011

Działki te są na sprzedaż na zasadzie wieczystego użytkowania. Aby przekształcić ten teren na własnościowy należy ponieść koszty rzędu 200 tys. zł, nie wspominając już o VAT-cie. Koszty są ogromne. Nie wiem czy znajdzie się taki naiwniak. Jedyna działka na w miarę normalnych warunkach to jest ta przed blokiem na ul. Hlonda, na którą to mieszkańcy (Hlonda) się złożyli . Uzyskali na nią bonifikatę od Gminy w celu przekształcenia mieszkań w odrębną własność. A była Pani Prezes ( Dyzma) podzieliła ową działkę i przyrzekła mieszkańcom Hlonda, że droga dojazdowa będzie w użyczeniu dla spółdzielców ( a za tą ziemię oni przecież zapłacili!) . Spółdzielnia zabrała już mieszkańcom Hlonda ( którzy w głównej mierze regularnie spłacali kredyt ) strych i piwnice przekształconą na biuro spółdzielni. Jeszcze zabiorą ziemię, żeby nie można było dojechać do mieszkania, no super. Dobrze, że są tu jeszcze ludzie myślący. Nie pozwolą się dalej okradać.