
Gospodarka/Polityka 10.11.2011
Sąsiedzi z piekła rodem
- Tu nie da się normalnie żyć - twierdzą członkowie wspólnoty mieszkaniowej osiedla Tysiąclecie 1. O nietypowym konflikcie między sąsiadami, w który zamieszane jest Towarzystwo Budownictwa Społecznego w Stargardzie.
Konflikt pomiędzy członkami wspólnoty osiedla Tysiąclecia trwa od dłuższego czasu. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy młodzi mieszkańcy bloku zaczęli szukać miejsca do bezpiecznego spędzania czasu z dziećmi i postanowili na własny koszt postawić za blokiem niedużą, krytą piaskownicę.
W ostatnim czasie zlikwidowano wiele podobnych konstrukcji w całym mieście. Powód? Nie spełniały one wymogów sanepidu. Część wspólnot zdecydowała się zabezpieczyć piaskownice poprzez instalację odpowiedniej obudowy lub nakładanie plandeki podczas nocy. W większości przypadków jednak konstrukcje usunięto. Podobnie stało się z piaskownicą usytuowaną przez wiele lat przed blokiem na osiedlu Tysiąclecia 1.
Biorą sprawy w swoje ręce
Z tym faktem nie mogli pogodzić się rodzice. To właśnie niewielka drewniana piaskownica stała się punktem zapalnym w stosunkach między nimi a starszymi lokatorami bloku. Zdaniem tych drugich, bawiące się pod oknami dzieci zakłócały spokój kilku starszym osobom.
Spór zaostrzył się w momencie, gdy sprawa trafiła do zarządcy. Jerzy Ratajczak, kierownik Biura Obsługi Wspólnot Mieszkaniowych stargardzkiego TBS-u po przeanalizowaniu aktów prawnych potraktował inicjatywę części mieszkańców jako obiekt małej architektury i zażądał usunięcia piaskownicy. Zdesperowani rodzice zajrzeli do przepisów. Ich zdaniem, przedmiotową piaskownicę potraktować można jako tymczasowy obiekt budowlany, który nie jest trwale związany z gruntem i docelowo został przeznaczony do rozbiórki.
Na jednym z zebrań zainicjowanych przez lokatorów Jerzy Ratajczak odrzucił taką argumentację, nie podając przy tym żadnych wyjaśnień. Rodzice są oburzeni. Ich zdaniem, zarządca jest stronniczy i to nie tylko w tej sprawie. Skargi wnoszone przez starszych mieszkańców rozpatrywane są niemal natychmiastowo, tymczasem pisma składane przez drugą stronę pozostają bez odpowiedzi przez długi czas.
Rodzice zdemontowali piaskownicę, gdy na dworze zrobiło się zimno. Został po niej jedynie mały pojemnik z piaskiem i ślad na trawie. Mimo iż konstrukcja dawno już przestała istnieć, konflikt wciąż trwa. Tym razem... o pojemnik z piaskiem, który stoi nieopodal miejsca, gdzie bawiły się dzieci.
Sąsiedzka wojna światowa
To tylko czubek góry lodowej konfliktu, który utrudnia życie członkom wspólnoty mieszkaniowej osiedla Tysiąclecia 1.
- Jeden z sąsiadów zajął pralnię i urządził sobie w niej pomieszczenie do własnego użytku. Przez kilkanaście lat zużywał wodę i prąd na nasz koszt. Nie mieliśmy o to do niego pretensji, dopóki nie zaczął traktować pomieszczenia jak swoją własność. Gdy potrzebowałam wstawić tam meble na jakiś czas, on nie chciał udostępnić mi kluczy! - opowiada oburzona mieszkanka.
Jej zdaniem, to jeden z wielu przykładów na to, że starsi mieszkańcy nie liczą się z potrzebami innych i robią na złość swoim sąsiadom. - Wciąż wnoszą na nas jakieś skargi do TBS-u i podburzają pozostałych lokatorów, a sami przecież nie są święci. Smarują jakąś mazią miejsca, gdzie siadamy na podwórku, czy zapychają zamki od furtki, żebyśmy nie dostali się na teren zielony pod blokiem. Bez konsultacji z pozostałymi sąsiadami organizują sobie ogródki warzywne. Tu normalnie nie da się żyć... - żali się jeden z rodziców, dodając: Też możemy pisać na nich skargi i cały czas latać z jakimś pismem do TBS-u, ale po co? Nie mamy na to ani czasu, ani chęci.
- Nie chcemy piaskownicy pod naszymi oknami, to fakt. Przy niej zbierało się wiele osób i strasznie hałasowało. Kochamy dzieci i rozumiemy, że muszą mieć miejsce do zabawy, ale czemu tuż pod oknami? - skarży się starszy mieszkaniec, twierdząc że matki tak naprawdę nie interesują się dziećmi, zostawiając je bez opieki.
Inny ze starszych mieszkańców twierdzi, że cała historia została niepotrzebnie rozdmuchana. - Było już w tej sprawie zebranie i przegłosowaliśmy, że piaskownica ma zostać usunięta. Decyzja zapadła, po co więc znowu do tego wracać? - mówi.
- To, że zlikwidowano starą piaskownicę nie oznacza, że problem został rozwiązany. Według europejskich standardów, min. ok. 20% powierzchni osiedla powinny zajmować tereny zielone, z tego 25% infrastruktury powinno być przeznaczone dla dzieci. W przypadku naszej wspólnoty ma to ogromne znaczenie, gdyż małych dzieci jest naprawdę sporo - ripostują rodzice.
Bierność TBS-u
Tymczasem główne pretensje rodzice mają do zarządców budynku. Ich zdaniem, TBS kompletnie nie interesuje się problemami wspólnoty. Zebranie, na którym miały rozstrzygnąć się losy piaskownicy, mimo wcześniejszych próśb, ustalono na godzinę 15.30, przez co część rodziców z powodów służbowych nie mogła dotrzeć tam na czas. - Dodatkowo kierownik, który przewodził spotkaniu, w ogóle nie słuchał naszych argumentów. To niesprawiedliwe. Dzieci muszą przecież się gdzieś bawić, a my chcemy mieć takie same prawo głosu.
W odpowiedzi TBS obiecał, że przygotuje kosztorys ewentualnego placu zabaw. Rodzice martwią się jednak, że każdy pomysł zablokują emerytowani sąsiedzi. - Zarzut faworyzowania którejś ze stron jest z kosmosu. Niektóre pisma wymagają dłuższej analizy, a niektóre można załatwić od ręki. To nasza wina, że chcemy coś dokładnie i dobrze rozpatrzeć? - tłumaczy pracownik TBS. - Decyzję w takich sprawach podejmuje większość, my mamy tu charakter opiniodawczy. Tak, jak to miało miejsce przy przepisach dotyczących piaskownicy. Mamy swoich radców prawnych i to oni wydają opinię.
Rodzice są załamani postawą zarządcy bloku, który nie chce pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Częste spory bardzo utrudniają im życie. - Jak tak dalej pójdzie, to czy jedynym sposobem będzie wyprowadzka...? - pytają.
Bartosz Stós
Opinie czytelników




10-11-2011
"Zapomniał wół jak cielęciem był"! Nic dodać.