Kanały informacyjne - RSS
19.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Gospodarka/Polityka 10.11.2011

Sąsiedzi z piekła rodem

- Tu nie da się normalnie żyć - twierdzą członkowie wspólnoty mieszkaniowej osiedla Tysiąclecie 1. O nietypowym konflikcie między sąsiadami, w który zamieszane jest Towarzystwo Budownictwa Społecznego w Stargardzie.
Konflikt pomiędzy członkami wspólnoty osiedla Tysiąclecia trwa od dłuższego czasu. Wszystko zaczęło się w momencie, gdy młodzi mieszkańcy bloku zaczęli szukać miejsca do bezpiecznego spędzania czasu z dziećmi i postanowili na własny koszt postawić za blokiem niedużą, krytą piaskownicę.
W ostatnim czasie zlikwidowano wiele podobnych konstrukcji w całym mieście. Powód? Nie spełniały one wymogów sanepidu. Część wspólnot zdecydowała się zabezpieczyć piaskownice poprzez instalację odpowiedniej obudowy lub nakładanie plandeki podczas nocy. W większości przypadków jednak konstrukcje usunięto. Podobnie stało się z piaskownicą usytuowaną przez wiele lat przed blokiem na osiedlu Tysiąclecia 1.

Biorą sprawy w swoje ręce

Z tym faktem nie mogli pogodzić się rodzice. To właśnie niewielka drewniana piaskownica stała się punktem zapalnym w stosunkach między nimi a starszymi lokatorami bloku. Zdaniem tych drugich, bawiące się pod oknami dzieci zakłócały spokój kilku starszym osobom.
Spór zaostrzył się w momencie, gdy sprawa trafiła do zarządcy. Jerzy Ratajczak, kierownik Biura Obsługi Wspólnot Mieszkaniowych stargardzkiego TBS-u po przeanalizowaniu aktów prawnych potraktował inicjatywę części mieszkańców jako obiekt małej architektury i zażądał usunięcia piaskownicy. Zdesperowani rodzice zajrzeli do przepisów. Ich zdaniem, przedmiotową piaskownicę potraktować można jako tymczasowy obiekt budowlany, który nie jest trwale związany z gruntem i docelowo został przeznaczony do rozbiórki.
Na jednym z zebrań zainicjowanych przez lokatorów Jerzy Ratajczak odrzucił taką argumentację, nie podając przy tym żadnych wyjaśnień. Rodzice są oburzeni. Ich zdaniem, zarządca jest stronniczy i to nie tylko w tej sprawie. Skargi wnoszone przez starszych mieszkańców rozpatrywane są niemal natychmiastowo, tymczasem pisma składane przez drugą stronę pozostają bez odpowiedzi przez długi czas.
Rodzice zdemontowali piaskownicę, gdy na dworze zrobiło się zimno. Został po niej jedynie mały pojemnik z piaskiem i ślad na trawie. Mimo iż konstrukcja dawno już przestała istnieć, konflikt wciąż trwa. Tym razem... o pojemnik z piaskiem, który stoi nieopodal miejsca, gdzie bawiły się dzieci.

Sąsiedzka wojna światowa

To tylko czubek góry lodowej konfliktu, który utrudnia życie członkom wspólnoty mieszkaniowej osiedla Tysiąclecia 1.
- Jeden z sąsiadów zajął pralnię i urządził sobie w niej pomieszczenie do własnego użytku. Przez kilkanaście lat zużywał wodę i prąd na nasz koszt. Nie mieliśmy o to do niego pretensji, dopóki nie zaczął traktować pomieszczenia jak swoją własność. Gdy potrzebowałam wstawić tam meble na jakiś czas, on nie chciał udostępnić mi kluczy! - opowiada oburzona mieszkanka.  
Jej zdaniem, to jeden z wielu przykładów na to, że starsi mieszkańcy nie liczą się z potrzebami innych i robią na złość swoim sąsiadom. - Wciąż wnoszą na nas jakieś skargi do TBS-u i podburzają pozostałych lokatorów, a sami przecież nie są święci. Smarują jakąś mazią miejsca, gdzie siadamy na podwórku, czy zapychają zamki od furtki, żebyśmy nie dostali się na teren zielony pod blokiem. Bez konsultacji z pozostałymi sąsiadami organizują sobie ogródki warzywne. Tu normalnie nie da się żyć... - żali się jeden z rodziców, dodając: Też możemy pisać na nich skargi i cały czas latać z jakimś pismem do TBS-u, ale po co? Nie mamy na to ani czasu, ani chęci.
- Nie chcemy piaskownicy pod naszymi oknami, to fakt. Przy niej zbierało się wiele osób i strasznie hałasowało. Kochamy dzieci i rozumiemy, że muszą mieć miejsce do zabawy, ale czemu tuż pod oknami? - skarży się starszy mieszkaniec, twierdząc że matki tak naprawdę nie interesują się dziećmi, zostawiając je bez opieki.
Inny ze starszych mieszkańców twierdzi, że cała historia została niepotrzebnie rozdmuchana. - Było już w tej sprawie zebranie i przegłosowaliśmy, że piaskownica ma zostać usunięta. Decyzja zapadła, po co więc znowu do tego wracać? - mówi.
- To, że zlikwidowano starą piaskownicę nie oznacza, że problem został rozwiązany. Według europejskich standardów, min. ok. 20% powierzchni osiedla powinny zajmować tereny zielone, z tego 25%  infrastruktury powinno być przeznaczone dla dzieci. W przypadku naszej wspólnoty ma to ogromne znaczenie, gdyż małych dzieci jest naprawdę sporo - ripostują rodzice.

Bierność TBS-u

Tymczasem główne pretensje rodzice mają do zarządców budynku. Ich zdaniem, TBS kompletnie nie interesuje się problemami wspólnoty. Zebranie, na którym miały rozstrzygnąć się losy piaskownicy, mimo wcześniejszych próśb, ustalono na godzinę 15.30, przez co część rodziców z powodów służbowych nie mogła dotrzeć tam na czas. - Dodatkowo kierownik, który przewodził spotkaniu, w ogóle nie słuchał naszych argumentów. To niesprawiedliwe. Dzieci muszą przecież się gdzieś bawić, a my chcemy mieć takie same prawo głosu.
W odpowiedzi TBS obiecał, że przygotuje kosztorys ewentualnego placu zabaw. Rodzice martwią się jednak, że każdy pomysł zablokują emerytowani sąsiedzi. - Zarzut faworyzowania którejś ze stron jest z kosmosu. Niektóre pisma wymagają dłuższej analizy, a niektóre można załatwić od ręki. To nasza wina, że chcemy coś dokładnie i dobrze rozpatrzeć? - tłumaczy pracownik TBS. - Decyzję w takich sprawach podejmuje większość, my mamy tu charakter opiniodawczy. Tak, jak to miało miejsce przy przepisach dotyczących piaskownicy. Mamy swoich radców prawnych i to oni wydają opinię.
Rodzice są załamani postawą zarządcy bloku, który nie chce pomóc w rozwiązaniu konfliktu. Częste spory bardzo utrudniają im życie. - Jak tak dalej pójdzie, to czy jedynym sposobem będzie wyprowadzka...? - pytają.

Bartosz Stós

Sąsiedzi z piekła rodem
Opinie czytelników

10-11-2011

"Zapomniał wół jak cielęciem był"! Nic dodać.

10-11-2011

Na Osiedlu Tysiąclecia starsi ludzie zieją jadem na wszystkie rodziny, które mają dzieci, wyzywają je i stosują przemoc wobec dzieci. Sprawą powinna zająć się prokuratura i myślę, że do tego w końcu dojdzie. Pieski mają gdzie srać bo terenu zielonego jest sporo a dzieci wypad, a piesek nie zarobi na emeryturkę dla zgorzkniałego dziadka czy babci ......... a dzieci pamiętają co ich spotyka na tym osiedlu. Jak dorosną to w odpowiedzi na takie traktowanie może przyjść dzień, że zagłosują za eutanazją osób starszych i chorych. Miejsca jest dla wszystkich i większość czy mniejszość nie ma tu nic do rzeczy, a w naszym tolerancyjnym przecież kraju jest miejsce dla mniejszości, tylko, że nie dotyczy to dzieci niestety :-)

11-11-2011

Powiem krótko, ze starszymi osobami z 1000 lecia cały czas są problemy, pamiętam czasy kiedy lali ciepła wodę na dzieci bawiące się pod oknami, wyrzucali trutki na psy ba nawet starszy pan strzelał do dzieci z wiatrówki. Duży zielony plac ogrodzony i zamknięty... Gdzie mają się bawić nasze dzieci?

11-11-2011

Tak jak na Hallera 13.

11-11-2011

mieszkańcy osiedla to emerytowani nauczyciele i milicjanci z czerwoną przeszłością byle kto tu nie mieszkał nie zapominajmy o tym. Sprawa zajecia przez wspolnote dawnego placu zabaw tzw ogródka jordanowskiego na sralnie dla psów zdemenciałych kacykow a pozbawienie dzieci poł tony piasku do piaskownicy to już sprawa dla jakiegoś reportera bo może chodzi o układy. Pies ma większe przywileje jak dzieci Wstyd babcie i dziadkowie STARZY SAMOTNI ZLOŚLIWI a dlaczego nie radośni i szczęśliwi przy swoich wnukach?? A prezes też nie lepszy. Tytuł nieadekwatny bo co niedziela w kościele pięknie się modlą wiki

11-11-2011

ale jakby wybudowali kolejny kościół pod oknami to stare repy byłyby wniebowzięte! a tak mała piaskownica im przeszkadza. Chcą spokoju? to niech się do puszczy kampinoskiej przeprowadzą! lelum

14-11-2011

Ja też jestem babcią i nie rozumiem tych starych ludzi,chyba są bardzo wredni.Na Starówce /K.Wieliego-Garncarska/ nie zlikwidowano piaskownic i dzieci latem mają się gdzie bawic.Może trochę hałasują,ale przynajmniej widać radość i chęć do życia.Staruszkowie dajcie spokój dzieciom - wstyd. Sonia

14-11-2011

Zgłosic to do sadu do wydziału nieletnich. $

14-11-2011

STBS nie potrafi rzetelnie załatwiać spraw. Przeważnie zajmuje stanowisko jednej ze stron i w ten sposób zaognia się konflikt. Bardzo dużo wspólnot narzeka na działanie STBSu, ale oni sobie nic z tego nie robią. Ludzie powinni szukać innych zarządców, bardziej obiektywnych, z wykształconą kadrą, a nie takich jak w STBSie. załamana STBSem

13-11-2011

Sąsiedzi z piekła rodem? hahaha może i wesoło nie mają, ale zapraszam na Wojska Polskiego 60. Gdzie jedna rodzina psuje życie 5 pozostałym- porządnym ludziom. Dzieciaki- od 11 do chyba 16 i matka alkoholiczka. Krzyki przez cały dzień od 6 rano. Skakanie po podłogach aż sufit się sypie, smarowanie drzwi i klamek kałem, wyrywanie zamków ze skrzynki i kradzież listów, plucie na parapet, szyby, niszczenie samochodu i ciągłe wyzwiska to tylko nie które historie umilające nam życie przez te dzieciaki. Matka nic nie robi tak jak i pedagog ze szkoły nie mówiąc już o TBS, do którego pisaliśmy już kilkanaście pism. załamany