
Gospodarka/Polityka 22.11.2011
Niebotyczne zarobki władz
Analizując oświadczenia majątkowe osób, należących do stargardzkiej "śmietanki" nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż coś tu jest nie tak. Niebotyczne zarobki, niewiadomego pochodzenia premie czy dodatkowe prace, burzą krew w żyłach zwykłych mieszkańców Stargardu. Skąd się biorą na to wszystko pieniądze?
Dyrektorzy placówek oświatowych, szefowie spółek i instytucji miejskich - wszyscy otrzymali swoje stanowiska "odgórnie". Ich pensje pochodzą zatem z podatków każdego mieszkańca Stargardu. Nic więc dziwnego, że ogromne dochody wysoko postawionych osób wzbudzają liczne kontrowersje. Tym bardziej, iż zarobki części z nich odbiegają znacznie od pensji pozostałych "kolegów po fachu" z innych tego typu placówek.
Wesołe jest życie emeryta
W rankingu dyrektorów instytucji miejskich Elżbieta Szumska zajęła wysokie miejsce. 62-letnia dyrektorka Młodzieżowego Domu Kultury osiągnęła w ubiegłym roku dochód w wysokości około 88 700 zł brutto. Nie byłoby może nic w tym dziwnego, gdyby nie fakt, iż dużą część dochodu pani dyrektor stanowiło świadczenie emerytalne. Do budżetu emerytki, który w ubiegłym roku wyniósł około 1700 zł netto, Elżbieta Szumska dołożyła jeszcze 3 500 zł netto z tytułu sprawowanej funkcji w MDK.
Podobnych przypadków zajmowania przez emeryta wysokiego stanowiska jest w strukturach władz miasta więcej. Przeciętna emerytura w kraju na początku tego roku wyniosła, dzięki waloryzacjom, niecałe 1 800 zł brutto, czyli około 1 200 zł netto (rok wcześniej była ona znacznie mniejsza). Wielu Polaków musi przeżyć za znacznie niższe kwoty. Tymczasem część wysoko postawionych urzędników pobiera stosunkowo wysoką emeryturę, jednocześnie korzystając z dotychczasowej pensji. Co ciekawe, na pensję dyrektorki MDK składają się również premie, m.in. dodatek funkcyjny. Wszystko to pochodzi z budżetu, czyli de facto z naszych kieszeni.
Do tego dochodzi jeszcze aspekt blokowania możliwości rozwoju młodszym, utalentowanym osobom, które przez dalsze piastowanie urzędu przez dotychczasowego kierownika lub dyrektora być może nigdy nie zajdą wysoko w instytucjonalnej hierarchii.
- Jestem za tym, żeby starsi ludzie, którzy mają niskie emerytury, dorabiali sobie na boku. Ale nie może być tak, że ktoś, kto dostaje wysokie świadczenia, zgarnia tak naprawdę dwie pensje - z ZUS-u i miejsca pracy. Dlaczego ktoś inny nie może zastąpić tej osoby na stanowisku? - pyta Monika, absolwentka ekonomii na Uniwersytecie Szczecińskim. Obecnie pracuje w jednym ze stargardzkich supermarketów.
Bogata oświata
Podobnie sprawa wygląda w przypadku dyrektorów placówek oświatowych w Stargardzie. Ich pensje porównywalne są z zarobkami niektórych prezesów spółek. Jadwiga Roszak, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 1 w Stargardzie, w ubiegłym roku osiągnęła dochód w wysokości około 186 000 zł brutto. Aż 40% tej kwoty stanowiło wynagrodzenie z tytułu wykonywania umów o dzieło i na zlecenie.
Gdzie dyrektorka SP nr 1 znajduje czas na sprawowanie swojej funkcji i wypełnianie umów pobocznych jednocześnie? - W piątki po południu, soboty i niedzielę pracuję na uczelniach wyższych o profilach pedagogicznych - odpowiada Jadwiga Roszak. - Pracodawcy widocznie cenią mnie, bo jestem praktykiem - dodaje. Na umowy-zlecenie stargardzka pedagog zarobiła w ubiegłym roku 72 650 zł brutto.
Równie wysokich zarobków mógł spodziewać się Tomasz Korytkowski, niespełna 40-letni dyrektor Zespołu Szkół nr 1 w Stargardzie. W tym przypadku wpływy, niezwiązane z głównym miejscem pracy, stanowiły jedynie marginalną część całego budżetu dyrektora. Ponad 130 000 zł brutto, czyli 10 800 zł brutto miesięcznie (około 7 600 zł netto) - tyle zarobił Tomasz Korytkowski na samym tylko zarządzaniu ZS nr 1 w ubiegłym roku. Czyli niespełna tyle, ile inkasowała Katarzyna Hall, Minister Edukacji Narodowej (14 500 zł brutto).
- To dlatego pan dyrektor jeździ takim fajnym mercedesem - zauważają uczniowie ZS nr 1. Za głowę łapie się również Karolina, studentka pedagogiki ze Stargardu. - Jestem na drugim roku studiów, a już wiem, że będę miała ogromne problemy ze znalezieniem pracy. Etatów nauczycielskich jest jak na lekarstwo, brakuje także pieniędzy na wypłaty. Nie wiem, czy będę pracować w swoim zawodzie.
Na górze wiedzie się lepiej
Na zarobki nie narzeka również Jan Gumuła, dyrektor Miejskiego Zakładu Komunikacji w Stargardzie Szczecińskim. W ubiegłym roku zainkasował on około 114 000 zł brutto. Do tego doszły jeszcze dochody z wykonywania umów, niezwiązanych z taborem miejskim. Łącznie około 30 000 zł brutto rocznie. Zarobki dyrektora MZK nie podobają się jego podwładnym. Nieoficjalnie mówi się o możliwości strajku kierowców w instytucji obsługującej 37 autobusów.
B.S.
Opinie czytelników




22-11-2011
A młodzi, wykształceni pracy nie mogą znaleźć.