
Gospodarka/Polityka 25.11.2011
„Nie chciano mnie dopuścić”
Rozmowa z Beatą Radziszewską, działaczką stargardzkiego SLD, radną Sejmiku Wojewódzkiego
- Czy to dobrze, że SLD popiera wywodzącego się z prawicy prezydenta Pajora?
- Każda opcja polityczna powinna szanować wybór prezydenta, niezależnie od tego, czy będzie on z prawicy czy lewicy. I powinno się współdziałać z prezydentem dla dobra miasta. Ja jestem takim typem polityka, który chce pracować na rzecz ludzi. Jeśli nie współpracować, to co - Sojusz ma się z Pajorem kopać?
- Nie. SLD mógłby po prostu pozostać w opozycji, tak jak to jest w innych miastach, gdzie nie macie większości.
- Słuchałam expose premiera, a także wypowiedzi Leszka Millera, który mówił, że jeżeli są dobre projekty uchwał, to dlaczego ich nie poprzeć. Nie trzeba być opozycją totalną. Ja w sejmiku też nie głosuję zawsze przeciwko.
- Ale czy to nie jest tak, że Sojusz jako ugrupowanie na tym traci, bo stajecie się przystawką prezydenta Pajora?
- Widzi Pan, może ja się nie nadaję na polityka. Ale nie godzę się na to, aby robić hucpę polityczną.
- Może tę hucpę należy robić, bo kondycja waszej partii w Stargardzie nigdy nie była taka kiepska jak dziś?
- Kondycja Sojuszu w Stargardzie jest uzależniona od jej liderów. Od kreatywności, skuteczności, wiedzy, doświadczenia. A liderzy są w Stargardzie tacy, jacy są.
- To znaczy jacy?
- Do tego się nie będę odnosić, bo to był demokratyczny wybór większości członków wiele lat temu. Ale to od liderów zależy, jak ten sojusz ma wyglądać i to oni ponoszą odpowiedzialność. Wielu mieszkańców sądzi, że kondycja partii jest zła w Stargardzie A jeśli tak, to trzeba dokonać zmian przywódców.
- Jeśli już mówimy o zmianach, to spotkałem się z opiniami, że działacze starszego pokolenia - Ciach, Węgielnik, Kwiatkowski - nie chcą dopuszczać do partii ludzi młodszego pokolenia.
- Trudno tak mówić, że nie dopuszczają młodych ludzi. Mamy młodego człowieka, który jest naszym przedstawicielem w Radzie Miejskiej.
- Pełni on raczej funkcję kwiatka do kożucha. Młodzieży u was nie widać.
- Niestety zgodzę się z tym. Nie ma młodzieży, gdzieś to zostało zatracone. W ostatnich latach ktoś nie kreował szerokiej polityki kadrowej dla młodych ludzi w stargardzkim Sojuszu. To nawet nie chodzi o to, że nic tym młodym ludziom nie oferowano. Gorzej, że nie dopuszczano ich do gremiów partyjnych. Nie brano pod uwagę spojrzenia młodego pokolenia na sprawy lewicowe. Ich głos się nie liczył. Czy to jest wina tej trójki, którą Pan wymienił? Niedługo będą wybory w Stargardzie i to zostanie ocenione. Ludzie będą mieli możliwość wypowiedzenia się.
- W ubiegłorocznych wyborach samorządowych w ogóle nie dawano Pani szans na wygraną. A mimo to dostała się Pani do Sejmiku Województwa.
- To prawda.
- Teraz, podczas wyborów parlamentarnych, też był opór, żeby Pani startowała. Pani koledzy byli zbulwersowani Pani decyzją o starcie.
- Zdecydowanie nie chciano mnie dopuścić do listy wyborczej. Mówiono, że nie jestem kandydatem Stargardu, tylko województwa. Było to dla mnie przykre. Jestem rodowitą stargardzianką. Nawet mieszkam wciąż w mieszkaniu, gdzie mama mnie urodziła. Do tych wyborów, jak i samorządowych Szczecin mnie rekomendował i wystosował prośbę do Stargardu.
- Jednak podczas kampanii wyborczej była Pani osamotniona. Czy w stargardzkim Sojuszu są równi i równiejsi? Pomaga się jednym, takim jak pan Ciach, a innych, takich jak Radziszewska, zostawia się samym sobie?
- To, że cała organizacja powiatowa pracowała na mojego kolegę partyjnego Krzysztofa Ciacha, jest prawdą. Natomiast ja robiłam swoje. Nie wchodziłam Krzyśkowi w drogę i na zebraniach partyjnych mówiłam do niego, że możemy współdziałać. Nie spotkało się to z odzewem.
- Ale wystawienie dwóch kandydatów SLD ze Stargardu było błędem. Odbieraliście sobie nawzajem głosy.
- To była bzdura, niepotrzebna zupełnie. Tym bardziej, że Krzysztof Ciach nigdy nie zdobył znaczącego wyniku w wyborach, w przeciwieństwie do mnie. Uzyskałam wiele głosów w wyborach samorządowych.
- Co Pani myśli o takich ludziach jak Bartniczak, Kisio i Szwajlik, którzy uciekli z Sojuszu.
- Myślę podobnie jak o Bartku Arłukowiczu, który jest dzisiaj ministrem zdrowia. To jest moja odpowiedź. Każdy podejmuje swoje decyzje w życiu. Decyzja zawsze należy do człowieka. I gdy się je podejmuje, trzeba rozważyć, czy potem będzie można sobie spokojnie spojrzeć w lustro.
- Czy tacy ludzie są wiarygodni dla elektoratu?
- Ja myślę, że oni są wiarygodni. Takie decyzje można traktować jako rozwój danej osoby. Pan Adam Kisio, który jest najstarszym samorządowcem w Stargardzie, wiele w życiu dokonał.
- Czy Pajor powinien im ufać? Przecież mogą go za chwilę zostawić, gdy się nadarzy lepsza okazja. Tak zrobili z Sojuszem.
- Na to pytanie nie odpowiem, bo nie ma na nie odpowiedzi. Prezydent Pajor funkcjonuje teraz w stabilnej sytuacji.
- A czy potrafi Pani odpowiedzieć na pytanie: jak można odbudować Sojusz w Stargardzie?
- To jest trudne pytanie. Ja bym bardzo chciała, żeby lewica się odbudowała. To było kiedyś miasto mocno lewicowe, było tu wielu robotników, rzemieślników. Ktoś musi ponieść odpowiedzialność. Trzeba kogoś rozliczyć, dlaczego tak już nie jest? Trzeba Sojusz odbudować w Stargardzie, ale kto to zrobi, tego dzisiaj nie wiem.
- Może nikt tego nie zrobi. A tego, czego nie skonsumował Pajor, jako przystawkę wchłonie Ruch Palikota?
- Jeżeli niektórzy członkowie Sojuszu dali się złapać na proste slogany wyborcze Ruchu Palikota, to jest ich sprawa. Natomiast nie wierzę, że Ruch Palikota ma na tyle sprecyzowany program, żeby pociągnąć rzesze ludzi. To jest tylko kilka haseł wyborczych i marketing.
Rozmawiał Tomasz
Duklanowski
Opinie czytelników




27-11-2011
Ma baba tupet!!! Wstydziłaby się nawet dyskutować z taką zafajdaną przeszłością... bs