Kanały informacyjne - RSS
22.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Kultura/Rozrywka 13.12.2011

„Lubię książki, w których coś się dzieje”

Również Stargard ma swoich przedstawicieli w pisarstwie. Idealnym przykładem jest Artur Baniewicz. Jest autorem takich książek jak "Smoczy pazur", "Góra trzech szkieletów" czy "Dobry powód, by zabijać". Pasją pana Artura są książki fantasy i z pogranicza sensacji. Autor przeszedł długą drogę od pisania "do szuflady" do poważnego pisarstwa. Poniżej przedstawiamy sylwetkę Artura Baniewicza.

Artur Baniewicz urodził się w 1963 roku w Łodzi, mieszka w Stargardzie Szczecińskim. W 1982 roku ukończył tutejsze Liceum Ogólnokształcące nr 1, w klasie o profilu matematyczno-fizycznym. W 1989 roku ukończył Politechnikę Szczecińską, dzięki czemu uzyskał dyplom inżyniera budownictwa lądowego. 

Pisanie do szuflady

Baniewicz jest autorem książek fantasy i sensacyjnych. - Pierwszą książkę wydałem w 2003 roku, pisałem jednak trochę wcześniej. Jednak zanim napisałem coś, co się nadawało do druku, musiało minąć trochę czasu. Na początku nie mogłem znaleźć wydawcy. Zanim zgłosił się ktoś chętny, miałem już gotowe dwie książki - jedną fantasy i jedną sensacyjną. Wcześniej autor pisał jedynie dla siebie. - Nie pamiętam, kiedy pisałem pierwsze opowiadania. Może na studiach, może trochę później. Mam to wszystko w zeszytach, jednak bez żadnych dat - opowiada z uśmiechem.

Inżynier fantasta

Pojawia się pytanie, co się stało, że absolwent politechniki poszedł akurat w kierunku pisarstwa. Jak mówi pan Artur, spowodowane to było problemami z zatrudnieniem. - Studia skończyłem, jak zmienił nam się ustrój, fabryki bloków przestały działać, budownictwo willowe dopiero ruszało. Jak ktoś nie siedział w branży, nie za bardzo mógł zacząć - mówi. Pisarz zaczął więc działać przy produkcji okien. - Zaczepiłem się w branży okiennej i na tym upłynęło mi kilka lat.
Pisarstwo na początku było jedynie hobby Baniewicza. - Od czasu do czasu coś napisałem. W końcu zaczęło mi to na tyle dobrze wychodzić, że uznałem, że może dobrze będzie coś wydać - mówi. Pisarstwo również zastępowało czytanie książek. - To, co mnie interesowało już wtedy przeczytałem, a na rynku było dość cienko. Jak ktoś lubił czytać, miał wtedy ciężko. Więc w przerwach między książkami pisałem. Początki nietypowe - trochę na tej zasadzie, że ktoś z braku książek może sobie takową sam napisać.

Wiedźmin jako wzór

- Lubię książki, w których coś się dzieje - opowiada pan Artur. - Nie to, że innych nie czytam, ale jak już sam mam pisać, musi mnie zainteresować. Fabuła musi być wystrzałowa, typu sensacyjno-wojennego, bo tam najwięcej się dzieje. Fantastykę też można nazwać taką literaturą, gdyż większość powieści da się zakwalifikować do tego nurtu. Dawniej, jak byłem początkującym czytelnikiem, próbowałem naśladować styl Alisteira McLeana. Duże wrażenie robiły na mnie jego kryminały.
Pisarzem numer jeden dla Baniewicza jest jednak Andrzej Sapkowski. Już sam cykl o czarokrążcy, autorstwa pana Artura, niejako nawiązuje do pisarstwa twórcy Wiedźmina. - Cały świat, który otacza mojego bohatera, jest podobny do tamtejszego. Najbardziej zależało mi jednak na sposobie opisywania tego świata. W większości powieści fantasy są poważne i opisywane z lekkim patosem. U Sapkowskiego wszystko jest przedstawione z lekkim przymrużeniem oka, zwłaszcza dialogi. To próbowałem stworzyć również u siebie.
Książki Baniewicza reklamowane były właśnie w nawiązaniu do twórczości Sapkowskiego. Obaj należą zresztą do jednego wydawnictwa. Hasło reklamowe brzmiało: "Tęsknisz za Wiedźminem, poczytaj o Czarokrążcy". - Nie ma w tym oszukiwania czytelnika, ponieważ klimat jest trochę zbliżony. Zależy, kto czego szuka u Sapkowskiego. Taki wymyślili slogan w wydawnictwie, specjalnie nie protestowałem. Ja Sapkowskiego bardzo lubię, nie wiem tylko, czy on mnie też lubi - śmieje się pisarz.

Sensacyjnie i z fantazją

Zapytany, co woli pisać, fantastykę czy sensację, pan Artur opowiada się za tym pierwszym. - Fantastyka jest bardziej wdzięczna w pisaniu. Wcale jednak nie jest taka prosta, jakby się mogło wydawać. Gdy tworzę jakiś świat, staram się najpierw zbudować go w głowie, żeby był on konsekwentny - w to wchodzą także prawa rządzące opisywanym światem. Ale tak chyba jest jednak z każdą powieścią.
Jednak nie znaczy to, że autor "Smoczego pazura" stroni od powieści sensacyjnych. Często pojawia się jednak problem z przeniesieniem realiów znanych z takiej literatury na polskie podwórko. - Wydaje mi się, że Polska rzeczywistość jest szara w stosunku np. do tej amerykańskiej. Trudno stworzyć u nas herosa, który ma na koncie 50 spraw o morderstwo, wyrok od mafii i na dodatek był na wojnie. To są typy amerykańskie, no i niestety nie przeskoczymy tego.

Chcesz pisać? Pisz po angielsku

- Polski pisarz ma bardzo ciężko, żeby zrobić światową karierę. Polska jest takim krajem, że ciężko się z pisarstwa utrzymać. Rynek książek w Polsce jest strasznie kiepski - twierdzi Baniewicz. - Żeby dobrze z tego żyć, trzeba zaistnieć za granicą. Ogólnie bym odradzał pisarstwo - mówi z uśmiechem. - Mógłbym polecić nastawienie się na scenariusze, chociaż z filmami u nas też jest kiepsko.
W chwilach odpoczynku od pisarstwa, pan Artur ogląda filmy i okazjonalnie pogrywa w gry komputerowe. Jak sam mówi, nigdy nie interesował się muzyką na taką skalę jak interesują się nią inni. W planach ma kolejną książkę, która już jest gotowa. Czeka jednak na zielone światło od wydawcy, co może jeszcze trochę potrwać. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowej publikacji możemy spodziewać się w przyszłym roku.
A.U.

„Lubię książki, w których coś się dzieje”
Opinie czytelników

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj pierwszy komentarz! Redakcja