
Kultura/Rozrywka 16.12.2011
Na dywaniku za... pozdrowienia
Przy okazji wizyty Aleksandry Kisio w Stargardzie ucięliśmy z nią krótką pogawędkę. Córka Marka - sekretarza miasta - i wnuczka Adama Kisio opowiedziała nam o swoich podbojach telewizyjnych, wrażeniach po udziale w programie "Taniec z Gwiazdami" i o tym, jak dostało jej się za słynne pozdrowienia na antenie. Rozmawiał Sławomir Stańczyk.
- Emocje po wojażach na tanecznym parkiecie już minęły. Jak wrażenia?
- Przyznam, że było to fantastyczne przeżycie. Zawsze lubiłam tańczyć, a dzięki programowi miałam okazję uczyć się kroków od najlepszych. Mój partner Łukasz Czarnecki i członkowie grupy tanecznej pomagali mi w przygotowaniach do każdego kolejnego programu. Bardzo im za to dziękuję. Taniec zagościł w moim życiu i nie ukrywam, że chcę nadal się tym zajmować.
- Ale typowo amatorsko czy już bardziej profesjonalnie?
- Z jednej strony chcę robić to dla samej siebie, ale z drugiej zależy mi, by gdzieś się jeszcze pokazać. Dodam, że jestem jedną z pierwszych polskich propagatorek turnieju "Pro-Am" dla profesjonalistów i amatorów. Również w nim wystąpię.
- A gdzie się on odbędzie?
- W Warszawie.
- Jak oceni pani jury "Tańca z Gwiazdami". Niekiedy - trzeba przyznać - bywało surowe.
- Oj, bywało, bywało. Powiem szczerze, że o wiele lepiej czułam się w sali, trenując te tańce, niż na live'ach. Wielokroć oceny jurorów były zaniżane, co po części siadało na psychice. Ale mimo wszystko było fajnie. Ja to robiłam dla siebie i dla zabawy, a nie dla wyników.
- Co po kilkutygodniowych wyrzeczeniach robi obecnie Aleksandra Kisio?
- Wypoczywa (śmiech). A tak poważnie, to akurat mam przerwę po zakończeniu zdjęć do serialu "Prosto w serce". Będzie on emitowany do końca grudnia. Jeśli chodzi o nowe plany filmowe i telewizyjne, jeszcze nic nie mogę mówić. Mam nadzieję, że po Nowym Roku wszystko się wyjaśni. Planuję zrobić także spektakl z koleżanką z serialu. Same to zainicjowałyśmy i na dobre chcemy ruszyć także w styczniu.
- Czyli nie dowiemy się, w jakim następnym filmie bądź serialu panią zobaczymy?
- Na razie nie, proszę o cierpliwość.
- Stargardzianie trochę ubolewali nad tym, że były w "Tańcu z Gwiazdami" pozdrowienia dla Szczecina i chłopaków ze Spójni, a dla nich samych nie. Chociażby przez pryzmat ojca.
- Powiem szczerze, że nie wiedziałam o tym, ale jest zakaz pozdrawiania. Ja w jednym z odcinków się wyrwałam, później zaczęli pozdrawiać za mną także inni uczestnicy i miałam za to małą burę. Generalnie były to pierwsze i ostatnie pozdrowienia, bo nie wolno było nam tego robić.
- Dziś, podczas meczu, z pewnością miała pani rozdarte serce. Z jednej strony rodzinny Szczecin, z drugiej dobrzy znajomi ze Spójni.
- Szczecin jest mi bliski, ponieważ tam się urodziłam, tak się wychowałam, tam mieszkałam. Ale dzięki Spójni zaczęłam bardziej interesować się koszykówką i to ten zespół był pierwszym, który zaczęłam oglądać na żywo. Dodam, że staram się jak tylko mogę uczestniczyć w kolejnych meczach. Byłam w Tarnowie, oglądam Spójnię przy okazji meczów w Warszawie czy Pruszkowie. W miarę możliwości odwiedzam też halę w Stargardzie.
- Z którymś z chłopaków wiążą panią jakieś przyjacielskie więzi czy sympatią darzy pani cały zespół?
- Generalnie zespół cały czas się zmienia, ale chyba największy kontakt mam z Witkiem (Wiktorem Grudzińskim - przyp. red.). Parę lat temu się poznaliśmy i do dziś jesteśmy w dobrych relacjach.
- A dopinguje pani tatę? Jako prezes Spójni ma ręce pełne roboty.
- Oczywiście, że tak. Jestem z niego dumna, bo dobrze sobie radzi. Także zespół osiąga przyzwoite wyniki.
- Często w ogóle bywa pani w Stargardzie bądź w Szczecinie? Gdzie częściej?
- Jeżeli jestem w tych rejonach Polski, to staram się być i tu, i tu. Chociażby po jednym dniu.
- Do życia w stolicy z pewnością już pani przywyknęła?
- Idzie się przyzwyczaić (śmiech). Mieszkam tam, z przerwami, od 10 lat i póki co nie zamierzam się stamtąd wyprowadzać. Tam jest mój dom, tam pracuję, narzeczonego też mam z Warszawy.
- Czyli ślub i powiększenie rodziny jest na liście najbliższych planów?
- Na to powiększenie rodziny, prawdę mówiąc, nie ma czasu. Na pewno jest to w planach na najbliższe lata, ale jeszcze nie teraz. A ślub? Jesteśmy zaręczeni, więc pewnie niedługo ustalimy jakąś konkretną datę.
- A gdzie spędzi pani najbliższe święta?
- Jeszcze nie wiem, ale na pewno będę tam, gdzie będzie moja rodzina.
Opinie czytelników



