
Gospodarka/Polityka 16.12.2011
Czy prawdę ustala się przez głosowanie?
Przykładem, że zawsze jest wybór i w każdej sytuacji można się zachować uczciwie i szlachetnie, jest mój kolega Kazimierz Rogowski ze Stargardu. Mimo że był członkiem PZPR, gdy zostałem aresztowany wystosował list do sądu w mojej obronie, a następnie wystąpił z partii. Był to krok bardzo ryzykowny. Tymczasem Jaruzelski dla ratowania własnej kariery strzelał do ludzi "Solidarności".
Minęło 30 lat od początku stanu wojennego, a w mediach ciągle toczy się dyskusja, czy to było zło, czy konieczność. A może zło konieczne? A może racja była po obu stronach? Po jednej stronie byli rozsądni, twardo stąpający po ziemi, zatroskani o losy Ojczyzny komuniści, z drugiej rozbrykane pięknoduchy, nieliczące się z realiami - racje moralne niby mieli, ale to jeszcze nie był czas... Więc lepiej tego tematu za bardzo nie rozdrapywać, bo to za wcześnie. Kiedyś ocenią to historycy - jak opadną emocje...
Byłem aresztowany w pierwszych dniach stanu wojennego. Esbek, zamykający mnie do celi, powiedział: "Pana to mi nie żal, ale żal mi pańskich dzieci". Według niego, to on był ten dobry, rozsądny, praworządny realista. A ja nieodpowiedzialny, niebezpieczny, szaleniec, którego trzeba odizolować od społeczeństwa i od własnej rodziny. Śp. ksiądz Tichner mawiał: "Jest prawda, tyż prawda i gów..o prawda". I właśnie z takiej dyskusji wynika gów...na prawda.
Ja miałem wówczas 35 lat i byłem ojcem trójki małych dzieci. Włączyłem się w sierpniu 1980 roku w działalność w wolnych związkach zawodowych i prawa pracownicze nie po to, by pobawić się w berka z milicją i sobie "pośpiwoć" jak Zamachowski w komedyjce Kuca "Odwrócony". Nie byłem szaleńcem gotowym dla przygody zniszczyć swoją rodzinę - byłem realistą i widziałem, co się dzieje. Komunizm ledwie dyszał. Coraz więcej ludzi wyjeżdżało na Zachód i ludzie widzieli, że opowiastki o "szczęśliwości wiecznej" nigdy się nie spełnią. Widzieliśmy, jak żyją Niemcy, którzy przegrali wojnę, a jak my, rzekomi zwycięzcy.
Ewidentnym przykładem niewydolności komunizmu było porównanie RFN-u i NRD. Tam jeździli mercedesami, a tu trabantami. W końcu lat 70-tych w komunizm nie wierzyli już nawet partyjni. Jak słabo jest umocowany komunizm w Polsce, widać było już od początku sierpnia '80 r. Robotników wybrzeża poparły zakłady całego kraju. "Solidarność" popierali ludzie nauki i kultury. Wkrótce także w milicji zaczęły powstawać wolne związki zawodowe. Ludzie masowo występowali z PZPR-u, a ci, którzy nie wystąpili, tworzyli tzw. struktury poziome, w celu stworzenia partii rzeczywiście reprezentującej naród. Podobne inicjatywy zaczęły powstawać w wojsku.
Działalność prowadziliśmy z rozwagą. Pamiętam toczone dyskusje. Analizowaliśmy wydarzenia z roku 1956, 1968, 1970 i 1976 r. Zastanawialiśmy się nad przebiegiem tamtych protestów, jakie osiągnięto sukcesy i jakie były straty i dlaczego. Widać było, że represje z czasem słabły. Postanowiliśmy tym razem nie dać się sprowokować. W ostatnich miesiącach 1981 r. jednym z głównych działań związku było "gaszenie strajków", czyli uspakajanie różnych niepokojów społecznych, najczęściej celowo prowokowanych przez władzę, by móc nas oskarżać o "szerzenie anarchii".
Widzieliśmy, że zdecydowane inicjatywy z szerokim poparciem społecznym przynoszą sukces. Przecież byliśmy jedynym krajem w bloku komunistycznym bez kołchozów, zdecydowana większość ziemi była w rękach prywatnych. Tylko u nas Kościół był tak mocny i niespacyfikowany. Jedynie u nas już w latach 70-tych działała na wpół legalnie opozycja, nie mówiąc o innych "uprawieniach" jak mniejsza cenzura, szersze pole działania dla kultury itp. Widoczne było, że komuna nie jest wszechmocna. Przecież system komunistyczny to nie jakiś bezosobowy mechanizm, tworzą go ludzie. Widać było, że takich ludzi jest, na szczęście, coraz mniej.
Jak uczy historia, społeczeństwo w swej masie jest pragmatyczne i zachowawcze, nie dąży do samozagłady, ot tak sobie dla zabawy. Taka też była "Solidarność". Skoro widać było, że system jest nieżyciowy, że żyje się nam coraz trudniej, a władza słabnie, więc domagaliśmy się zmian. Niestety okazało się, że władza jest w rękach nieobliczalnych psychopatów, którzy dla ratowania swych stanowisk gotowi są mordować ludzi. Bo jak wykazują dokumenty, Sowieci brali pod uwagę, że Polska może odejść od komunizmu. Jaruzelski i jego otoczenie bali się rzeczywiście Sowietów - nie dlatego, że Sowieci przyjdą mordować Polaków, lecz dlatego, że zostaną przez nich usunięci ze stanowisk i zastąpieni inną ekipą. To był jedyny powód stanu wojennego. W bajeczki o "obronie socjalizmu jako niepodległości" nikt nie wierzył, nawet oni. Decyzję ułatwiła prośba Giermka o rozprawienie się z estremą "Solidarności" - taki mały pakt Ribentrop - Mołotow (dokumenty ujawnione w programie Pospieszalskiego).
Polska zatrzymała się na drodze do normalności na kilka lat, wbrew wszelkiej logice, tylko dla utrzymania władzy najemników Moskwy. Żądania "Solidarności" były uzasadnione i realne, przecież za parę lat Sowieci sami się poddali.
Od trzydziestu lat robi się ludziom pianę z mózgu, trwa obrona stanu wojennego. Ciągle się tłumaczy, jaki to z Jaruzelskiego mąż opatrznościowy, jak uratował Polskę, bo wybrał mniejsze zło. A następnie robi się sondaż, jak oceniany jest stan wojenny, by z radością ogłosić rewelacje, jak wiele osób uważa stan wojenny za konieczny...
Nawet gdyby nie było tych manipulacji, to prawdy nie ustala się na zasadzie głosowania. Hitler miał ogromne poparcie społeczeństwa niemieckiego - czy to oznacza, że jego rządy były dobre? Stalina nadal wielu Rosjan wspomina z rozrzewnieniem i co to ma wspólnego z faktem, że był największym zbrodniarzem wszech czasów?
Tak też było z Jaruzelskim. Nigdy nie reprezentował sprawy polskiej - karierę swą rozpoczął jako kapuś wojskowy, a skończył jako zbrodniarz mordujący swoich rodaków. Zło jest złem, zbrodnia zbrodnią i żadne ankiety tego nie zmienią.
Na koniec. Przykładem, że zawsze jest wybór i w każdej sytuacji można się zachować uczciwie i szlachetnie, jest mój kolega Kazimierz Rogowski ze Stargardu. W pierwszych dniach stanu wojennego, jak wyżej wspomniałem, wsadzili mię do więzienia (pracowaliśmy wówczas w Fabryce Kontenerów "Unikon"). Zakładowa egzekutywa PZPR, której Kazik był wówczas członkiem, wystosowała list do sądu w mojej obronie, a następnie większość z nich z Kazikiem na czele wystąpiła z partii. Był to krok bardzo ryzykowny - był początek stanu wojennego i stopień represji był nieznany. Oni jednak uważali, że pomoc drugiemu człowiekowi i szacunek dla samego siebie jest wartością, dla której trzeba ryzykować. Udało im się uniknąć większych represji, ponieważ niespodziewanie ochronił ich przed SB jeden z komisarzy wojskowych, pułkownik lotnictwa, który okazał się porządnym człowiekiem (nawet tam byli normalni ludzie).
Jeszcze raz zadaję pytanie: dlaczego po 22 latach wolnej Polski muszę wyjaśniać, że nie jestem garbaty?!
Wojciech Duklanowski
Opinie czytelników




17-12-2011
"Ewidentnym przykładem niewydolności komunizmu było porównanie RFN-u i NRD. Tam jeździli mercedesami, a tu trabantami." Drogi Autorze powyższego tekstu: czy jeździsz teraz mercedesem? Polonez