
Gospodarka/Polityka 20.12.2011
Podstargardzka walka z wiatrakami
Trzy lata trwa spór pomiędzy mieszkańcami Grabowa i Małkocina a gminą Stargard o budowę farmy elektrowni wiatrowej. Rolnicy za dzierżawę pola pod wiatraki dostaną nawet kilkadziesiąt tysięcy zł rocznie. Przeciwnicy nie chcą mieszkać w sąsiedztwie ultradźwięków.
Farma elektrowni wiatrowej ma powstać na terenach pomiędzy Grabowem a Małkocinem. Jest to odległość ok. 5 km. Mieszkańcy obu miejscowości w większości są przeciwni bliskiemu sąsiedztwu wiatraków.
- Ustawienie wiatraków jest planowane w bezpośrednim sąsiedztwie strefy zabudowań. Lokalizacja wiatraków na mapie, stanowiącej załącznik do uchwały Rady Gminy, styka się bezpośrednio ze strefą zabudowy mieszkaniowej, co jest niezgodne z wcześniejszymi postanowieniami gminy na ten temat. Tymczasem w uchwale sejmiku marszałkowskiego jest mowa o postawieniu wiatraków w odstępie 1000 m od strefy zabudowań - twierdzi jeden z mieszkańców Małkocina.
Odległości dzielą mieszkańców
Mieszkańcy Grabowa podzielili się na dwa obozy. Pierwszy to rolnicy, którzy z udostępnienia swoich pól pod zabudowę wiatraków będą mieli płaconą kwotę dzierżawy. W niektórych przypadkach, gdy firma chce wydzierżawić dużą część terenów pod postawienie większej liczby wiatraków, to zarobek rzędu kilku tysięcy złotych miesięcznie. Drugi to osoby, które stosunkowo niedawno wybudowały swoje domy na działkach w Grabowie, z dala od miasta. Dla nich głównym argumentem jest niekorzystny wpływ wiatraków na zdrowie. Podkreślają jednak, że mieszkańcom nie zależy na całkowitym bojkotowaniu tego pomysłu. Walczą o to, żeby w planach inwestycji wiatraki zostały przesunięte o kilkaset metrów. - W krajach Unii Europejskiej odległości dla farm zaczynają się od 1500 m, ponieważ taka farma pociąga za sobą różne negatywne skutki - mówi pani Anna Kasprzak z Grabowa.
Czynniki, które mogą mieć negatywny wpływ na zdrowie, to m.in. ultra i infradźwięki. Jest to hałas poniżej 20 db, niesłyszalny przez ludzi, jednak wpływający na podświadomość. Jego niekorzystne działanie określa się jako syndrom turbiny wiatrowej. Objawy, jakie mogą odczuwać ludzie, to: problemy ze snem, bóle i zawroty głowy, drgawki, nudności, kołatania serca, wyczerpanie, niepokój, złość, depresja, problemy z koncentracją, czy szum uszny.
W piśmie skierowanym do radnych mieszkańcy piszą: „Chcemy chronić różnorodność ptactwa wodnego, m.in. legowisko żurawia, czapli siwej, które są chronione w całej Europie jako unikat. Okolice te słyną także z pięknych krajobrazów, które zostaną bezpowrotnie zakłócone”.
Powody te dla Urzędu Gminy wydają się nieuzasadnione. - Inwestor zgłosił się do gminy i przyjęliśmy projekt. Faktycznie, wpływały do nas pisma ze strony mieszkańców ze skargami co do realizacji inwestycji. W następnym tygodniu odbędą się spotkania informacyjne urzędników z mieszkańcami w świetlicach wiejskich w Grabowie i Małkocinie - informuje Referat Planowania Przestrzennego gminy Stargard.
Kasa czyni zwolennikiem
Mieszkańcy Grabowa i Małkocina są wśród protestujących miejscowości, które swoje sprzeciwy zamieszczają na portalu stopwiatrakom.eu. Za to na portalu internetowym poświęconym inwestycjom w elektrownie jest dział ogłoszeń dla chętnych do współpracy z inwestorami. Niektórzy sami oferują swoje ziemie pod budowę wiatraków. W jednym z ogłoszeń można przeczytać: „Mam działkę na terenie górzystym, dobrze się nadaje na ten cel, z dala od wioski, ciągi wiatru są dobre, pomiary wiatru były robione, do przyłącza do rozdzielni 2,5 km. Na mojej działce może stanąć kilka takich wież. Jestem bardzo zainteresowany współpracą z takimi firmami,
mogę wydzierżawić teren na 29 lat z przedłużeniem na następne lata. Nie ukrywam, że mam kolegów, co mają podobne tereny i są chętni do współpracy”.
Większość ludzi nastawia się więc na zyski, które pozwalają na wieloletnie utrzymanie. Argumenty te nie przekonują przeciwników, którzy kierują się w większości aspektami zdrowotnymi. Zwolennicy zarzucają im nieprzychylność ze względu na to, że nie są oni wśród „pobierających opłaty”. „Ludzie, mając pracę i większe dochody wynikające właśnie z obecności wiatraków, nie wyglądali wcale na zmartwionych nowym elementem krajobrazu, ultradźwiękami czy zabitym ptaszkiem” - wypowiada się internauta o jednym z przypadków zamontowania wiatraków na wsi.
Kiedyś elektrownie wiatrowe w Polsce wydawały się zbawieniem. Dzisiaj mają rzesze przeciwników, a kolejni naukowcy przedstawiają negatywny wpływ na ludzki organizm. Wśród ludzi rośnie świadomość na ten temat i coraz częściej słyszy się opinie o tym, że wiatraki to inwazyjna metoda.
Natalia Michalska
Opinie czytelników




23-12-2011
W przypadku tych wsi NIE CHODZI RACZEJ O TO, ŻE KTOŚ BĘDZIE MIAŁ WIĘCEJ CZY MNIEJ. Sam piszesz, że wiatraki mogą szkodzić: "ja tak mam, na noc muszę wyłączać komputer który stoi w drugim pokoju, bo inaczej spać nie mogę) i w skutek tego taka osoba czuje się cały czas rozdrażniona. I drugi przypadek to, jeżeli wiatraki są za blisko zabudowań i wirujące śmigła migoczą komuś, powiedzmy w sypialni, to osoba wystawiona na takie działanie może być, tak jak w pierwszym wypadku rozdrażniona, ale może też mieć chroniczne bóle głowy, być zdezorientowana". Nie są to jedynie tylko te dwa przypadki kiedy wiatraki szkodzą. Wiatraki HAŁASUJĄ i nie wyobrażam sobie tak bliskiego położenia wiatraków do zabudowań mieszkalnych. W krajach zachodnich stawiają farmy wiatraków w odległościach od 2000 - 3000 m od zabudowań mieszkalnych. W USA Minimalna odległość turbiny wiatrowej od receptora dźwięku to 550 m. Minimalna odległość zwiększa się wraz z liczbą turbin oraz poziomem dźwięku charakterystycznym dla określonego rodzaju turbin. Na przykład : dla inwestycji wiatrowej złożonej z 5 turbin, z których każda charakteryzuje się poziomem dźwięku 107dB – każda z turbin musi być oddalona minimum 950 m od najbliższego odbiornika dźwięku. Z tego wynika, że przy założeniu, że pomiędzy Małkocinem a Grabowem ma powstać farma wiatraków złożona z 17 turbin to najbliższy wiatrak powinien znajdować się w odległości 3230 metrów od zabudowań mieszkalnych. Prawda