
Wydarzenia 23.12.2011
Konflikt o teren po „Ptysiu”
Na ulicy Szczecińskiej ma powstać centrum okulistyczno-optyczne. Inwestor ma zgodę Starostwa i Urzędu Miejskiego. Na drodze stoi prezes wspólnoty mieszkaniowej i jego żona, którzy skutecznie blokują rozpoczęcie budowy.
- Warunek był jeden, aby budynek był piętrowy, ponieważ do tej części miasta nie pasuje parterowe budownictwo - mówi pan Krzysztof Kosiński, okulista i pomysłodawca budowy.
Na miejscu przygotowanym pod budowę znajdował się budynek, w którym funkcjonowała kiedyś cukiernia „Ptyś”. Najpierw więc trzeba było go rozebrać. Na etapie wyburzania jeden z sąsiadów zaczął protestować. - Zaczęło się od tego, że tak duży budynek zasłoni mu dostęp do słońca. Mimo tego, że mieliśmy wszelkie zgody, pojawiały się problemy z tym człowiekiem - mówi okulista.
Źródło konfliktu
Jak twierdzi prezes wspólnoty Dionizy Janicki, spór z okulistą zaczął się, ponieważ miał on nieodpowiednie podejście do ludzi. Konflikt wywiązał się, gdy inwestor zaczął stawiać ogrodzenie placu budowy. Blaszany płot stanął na części drogi dojazdowej. Jak twierdzą mieszkańcy, Kosiński przesunął granicę budowy o 1,5 metra, mimo że nie miał na to pozwolenia. Urząd Miasta zezwolił na przesunięcie płotu i tym samym wkroczenie na teren drogi na okres miesiąca. Jednak sąsiedzi uważają, że postawił go samowolnie, dużo wcześniej. W lipcu powinien przesunąć ogrodzenie z powrotem. Stoi ono do dziś.
- Zaczął zgrywać cwaniaka. Mówił, że ma tyle pieniędzy, że skoro przeszkadza nam budowa, to on wykupi nasze mieszkanie. Postępował z nami od początku bezczelnie, cały czas podkreślając, że ma dużo pieniędzy. Czuliśmy się w tej sytuacji upokorzeni - twierdzi żona prezesa wspólnoty.
Twierdzi też, że próbował przekonywać mieszkańców na różne sposoby. Przeszkadzało im między innymi to, że okna budynku będą bezpośrednio zwrócone ku oknom ich mieszkania. - Obiecywał, że w zamian za zgodę wspólnoty, wyremontuje nam dach. Po jakimś czasie zmienił zdanie, bo okazało się to za drogie. Później wymyślił, że wymieni rynny, ale to również było zbyt kosztowne. W końcu postanowił, że wyłoży naszą drogę do garaży kostką brukową, ale jak widać, dalej jest błoto - mówi pani Janicka.
Zdeterminowany „awanturnik”
Zarząd wspólnoty odwołał się w tej sprawie do wojewody. Odwołanie zostało uznane za nieuzasadnione i oddalono wniosek. Pan Dionizy Janicki złożył pozew do sądu o oddalenie pozwolenia na budowę. Sąd nie podzielił jego obaw związanych z budową. Zarządca walczył dalej, składając apelację. To również nie przyniosło zamierzonego skutku. Po kilku nieprzychylnych decyzjach, złożył pozew do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Sprawa toczy się od około pół roku, obie strony czekają na decyzję.
- Najpierw powinien pokazać nam projekt budowy, zanim doszło do głosowania - mówi żona prezesa spółdzielni.
Konsekwencje niezgody
Z powodu niemożności wprowadzenia inwestycji w życie, pan Kosiński musiał wynająć lokal przy ulicy Skarbowej, co wiąże się z kosztami rzędu kilku tysięcy złotych. - Mam pieniądze, miałbym już dawno własny lokal, a co za tym idzie, dałbym w Stargardzie kilka miejsc pracy. Jednak ten konflikt pochłania coraz więcej pieniędzy, które muszę wydawać na adwokatów. To może trwać latami - twierdzi.
- Moim podstawowym błędem było to, że wszystko było pisane z powództwa cywilnego. W aktach widnieje moje nazwisko, dlatego Kosiński przyczepił się tylko mnie, a nie całej wspólnoty. To nie tak, że tylko mnie to nie odpowiada - mówi prezes wspólnoty.
Nie wiadomo, ile potrwa jeszcze oczekiwanie na decyzję NSA. Będzie to kluczowy moment dla inwestycji.
Natalia Michalska
Opinie czytelników



