Kanały informacyjne - RSS
22.05.2012
Wyślij artykuł, powiadom nas o wydarzeniu.
Informacje

Wydarzenia 29.12.2011

Spadł śnieg, Barzkowice szykują pompy

Woda w piwnicach, likwidacja placu zabaw, pompy włączone od rana do wieczora - to konsekwencje bierności Agencji Nieruchomości Rolnych. Na terenach po dawnym PGR zasypano rów melioracyjny, czego konsekwencją jest zalewanie domostw i drogi. Gmina nie może ingerować, bo nie jest właścicielem.

W Barzkowicach wciąż stoją budynki po dawnych PGR-ach. Od zabudowań ciągnie się dziś niedrożny rów, kiedyś odprowadzający wodę. Obecnym właścicielem tych obiektów i terenów wokół nich jest Agencja Nieruchomości Rolnych. Od czterech lat, regularnie na wiosnę i jesień, mieszkańcy borykają się z zalanymi piwnicami.
- Mieszkam tutaj od 1968 roku i nigdy wcześniej nas nie zalewało. Dopiero gdy skończyła się komuna, zaniedbano te tereny i teraz przyszło nam walczyć ze skutkami tego - mówi Antoni Ruducha, sekretarz Rady Sołeckiej.

Szybkie sprzątanie i duży bałagan

Wszystko zaczęło się, gdy po upadku PGR-ów - na początku lat dziewięćdziesiątych - Agencja Nieruchomości Rolnych rozpoczęła likwidację starej "chlewni". Podczas rozbiórki budynków gospodarczych odpady, w tym materiały budowlane, wrzucano do pobliskiego rowu, który służył do odprowadzania wody z pól. Z roku na rok tereny wokół niego zarastały i robiły się coraz bardziej podmokłe. Doprowadziło to do tego, że rów stał się bezużyteczny. Dziś nie ma po nim śladu, jest tylko "dzikie" pole, ogrodzone starym, betonowym murem.
- Wtedy nikt nie myślał o tym, że w przyszłości wywoła to problemy. Jedyne rozwiązanie to odtworzenie tego rowu lub wykopanie nowego. Jednak nie spodziewamy się, aby Agencja coś w tej sprawie zrobiła - mówi jeden z mieszkańców Barzkowic.

Sześciuset poszkodowanych

Barzkowice liczą około 630 mieszkańców. Łatwiej zliczyć tych, których ten problem nie dotyczy. Są to domostwa dwóch uliczek usytuowanych na wzniesieniu - razem 9 domów. Poza nimi, problem podtopień posesji dotyczy prawie wszystkich. Najgorsza sytuacja dotyczy domu bezpośrednio sąsiadującego z polem, na którym zbiera się woda. Jest to odległość kilkunastu metrów. W domu tym piwnica znajduje się tuż pod podłogą w kuchni. Rodzina przestała otwierać drzwiczki od piwnicy, zastawiła je meblami.
- Najczęściej woda sięga do najwyższego schodka. Naszą piwnicę zawsze zalewa w pierwszej kolejności. Niewiele później woda spływa dalej, do wszystkich po kolei - mówi młody mieszkaniec.
Nawet w domu położonym na najniższym terenie, gdzie woda dociera na końcu, jej poziom w piwnicy osiąga ponad metr. - Wystarczy, że przez kilka dni pada deszcz, a już szykujemy pompy. Choć raz zdarzyło się tak, że deszcz padał całą noc, a rano, gdy zszedłem do piwnicy, woda sięgała już do pasa - mówi Antoni Ruducha, mieszkający najdalej felernych pól.
Własne inicjatywy

Mieszkańcy próbują walczyć z podtopieniami na własną rękę. Korzystają z pomocy Ochotniczej Straży Pożarnej. Strażacy jeżdżą po domach i wypompowują wodę z piwnic i studzienek. Część ludzi kupiła własne pompy elektryczne.
- Gdy zaleje piwnicę, z samego rana muszę włączyć pompę i wyłączyć dopiero wieczorem. Wtedy jest trochę lepiej. To naraża mnie jednak na dodatkowe koszty związane z opłatami za prąd. Ale musimy sobie jakoś radzić - mówi członek Rady Sołeckiej.
Z powodu utrzymywania się wód na polach konieczne było zlikwidowanie placu zabaw, który powstał z myślą o dzieciach. - Dzieci nie nacieszyły się nim zbyt długo. Doszło do tego, że nie można było tam wejść. To przykre, bo wcześniej wspólnymi siłami stawialiśmy ten plac - mówi Antoni Ruducha.
Mieszkańcy utworzyli też wał ziemny, który miał pomóc w odpływie wody. Nasyp odgradzający częściowo pole od drogi, z wytyczonym korytkiem, częściowo pomógł pozbyć się stojącej w miejscu wody. Jednak problem tkwi dalej w niedrożnych kanałach. Wszystkie działania, jak dotąd, są doraźne i nie przynoszą zadowalającego skutku.

Opieszałość władz

Rada Sołecka od 2008 roku składa pisma do różnych instytucji z prośbą o pomoc. Sprawę kierowano do wojewody, marszałka województwa. Na próżno. W piśmie skierowanym do Wydziału Ochrony Środowiska Starostwa Powiatowego, mieszkańcy piszą:
"Gromadząca się woda, osiągnąwszy najwyższy poziom, nie mogąc odpływać zasypanym rowem, przedostała się do sieci kanalizacyjnej i całkowicie ją zalała, powodując tym samym podtopienie posesji we wsi Barzkowice (około 90 procent piwnic budynków mieszkalnych). Zainstalowane pompy, odprowadzające ścieki z sieci kanalizacyjnej nie są w stanie przetworzyć takiej ilości wody, w wyniku czego, poprzez górę studzienek kanalizacyjnych, wydostaje się ona wraz z fekaliami bezpośrednio na zewnątrz, zanieczyszczając park i rzekę. Woda z pól zalewa wciąż wieś, a spływając drogą przejazdową, przyczynia się do powstawania wyrw i zapadania się nawierzchni".
Tutaj przedstawiciele Rady Sołeckiej również nie uzyskali odpowiedzi.

ANR głucha na prośby

Mieszkańcy kontaktowali się też z Urzędem Gminy Stargard. Wójt kierował pisma do właściciela gruntów - Agencji Nieruchomości Rolnych. Mimo że tereny mają dzierżawcę, nie uzyskano informacji od nikogo. Po prawie dwóch latach milczenia ze strony ANR, gmina ponownie wysłała pismo w tej sprawie w 2010 roku: "W związku z brakiem odpowiedzi na pismo (…) dotyczące przesłania informacji o działaniach ze strony dzierżawcy działki, proszę o pilną odpowiedź, jakie działania zostały podjęte w celu wyeliminowania problemu".
Gmina poinformowała też o wciąż nabrzmiałym problemie tworzenia się rozlewisk i zastoin wodnych. Dalej, zastępca wójta pisze: "Do dnia dzisiejszego, mimo potwierdzenia odbioru pisma w dokumentach, nie otrzymaliśmy odpowiedzi, a co najważniejsze, zdaniem naszym i mieszkańców, nic nie uczyniono ze strony właścicieli w tej sprawie".
Chwilowe przebudzenie

Ku zdziwieniu mieszkańców, po licznych próbach interwencji z ich strony, w 2010 roku zjawiła się ekipa budowlańców, zesłana przez ANR. - Zauważyłem zamieszanie, uwierzyłem, że w końcu coś się dzieje. Była i koparka, mieli zamiar zacząć kopać rów. Na drugi dzień, przechodząc, zobaczyłem, że roboty stoją w miejscu. Spytałem, dlaczego nie kopią. Usłyszałem odpowiedź, że koparka się zepsuła. Po kilku godzinach już ich nie było - mówi członek Rady Sołeckiej.
Rów melioracyjny nie został wykopany, ekipa ponownie już się nie pojawiła. Dwudniowe wykopaliska nie przekonały ludzi. - Przyjechali tylko po to, żeby się pokazać, stworzyć pozory, że coś robią i w ten sposób zamknąć nam usta - podejrzewa jeden z mieszkańców.

Pierwsza próba

Po środowych opadach śniegu mieszkańcy z niepokojem patrzą na prognozy pogody. - Jeśli mróz się nie utrzyma, jutro już możemy mieć wodę w piwnicach - mówią.
Jest to dla nich kolejna próba walki z żywiołem. Dla większości ludzi we wsi piwnice w ich domach stały się całkowicie bezużyteczne. Na wiosnę, gdy przyjdą roztopy, nastawiają się na intensywną pracę pomp. Wciąż czekają na inicjatywę właściciela gruntów. Pomimo dobrych stosunków sołectwa z wójtem, przedstawiciele żadnego z tych szczebli nie mogą wpłynąć na ignorancję ANR.

Natalia Michalska

Spadł śnieg, Barzkowice szykują pompy
Opinie czytelników

Ten artykuł nie został jeszcze skomentowany. Dodaj pierwszy komentarz! Redakcja